mok dyrektor

Komentarz
Dyrektor dzieli, rządzi i… dzieli

Niestety, ale początek rządów Olgi Skwary jest naznaczony dzieleniem wszystkich środowisk. Każdy szef, takiej jednostki jak MOK, powinien skupić się na łączeniu wszelkich środowisk zorientowanych właśnie na kulturę. Nade wszystko powinien wykorzystywać potencjał lokalnej społeczności.

Pewnie wielu z was widząc wydarzenie na Facebooku: ”Różne oblicza kobiety – mężczyźni kobietom”, które odbędzie się w piątek 18 marca, zaczęło zastanawiać się – dlaczego nie Kłobuck, a akurat Wręczyca Wielka? Mimo, że z przyjemnością zagramy właśnie w tamtejszym GOK-u, to przede wszystkim chcieliśmy się pokazać w naszym mieście. Niestety, ale zostaliśmy ”wystawieni”. Nie sądziłem, że będę kiedykolwiek zmuszony do napisania takiego komentarza, jednak nie mam innego wyjścia. Nie zamierzam zwieszać głowy i udawać, że ”nic się nie stało”. Stało się!

Jestem pomysłodawcą wydarzenia, które formą ma przypominać udany ”Zew wolności”. Za organizację wzięli się ci sami muzycy plus nowi zaproszeni do projektu goście. Tym razem postanowiliśmy robić to pod szyldem stowarzyszenia Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Wszelakich Cooltura, którego prezesem jest Witold Dominik, który od początku był także zaangażowany w przygotowania „Zewu Wolności”. Chcieliśmy uniknąć sytuacji, jak wtedy, gdy na plakacie przygotowanym przez drugą stronę, po jego wydrukowaniu okazało się, że organizatorem ”Zewu” jest kłobucka gmina i MOK, mimo że to ja i muzycy byliśmy odpowiedzialni za całość przygotowań, a MOK był jednie współorganizatorem imprezy.
Olga Skwara, gdy usłyszała naszą propozycję organizacji ”Różnych oblicz kobiet..”, do pomysłu była nastawiona przychylnie. Niestety, ”im dalej w las, tym więcej drzew”. My zaoferowaliśmy występ zupełnie za darmo, z gotowym programem, przygotowanym na poziomie „Zewu Wolności”, a więc sprawdzonym poziomie. W zamian oczekiwaliśmy tylko bezpłatnego udostępnienia nam sali na kilka prób i sam koncert. Zaznaczyliśmy także, że będzie nam potrzebna pomoc dźwiękowca. My mieliśmy się zająć także promocją wydarzenia (czyli ponieślibyśmy także koszty związane np. z wydrukowaniem plakatu). Za spełnienie naszych skromnych warunków na plakacie miała się pojawić informacja, że MOK jest współorganizatorem wydarzenia. W naszym mniemaniu to bardzo uczciwy układ, zwłaszcza, że żyjemy w czasach, w których nawet byle zespół disco polo za swój dwugodzinny występ bierze kilka tysięcy złotych. W projekt zaangażowanych jest kilkanaście osób. Każda z nich poświęca swój prywatny czas na przygotowania do prób, na same próby, na ogarnięcie całego programu artystycznego. Każdy z nich uwielbia grać i występować na scenie. Nie dla ogrzania się w świetle reflektorów, a z powodu swej miłości do muzyki. Jako, że poprzeczka po Zewie została zawieszona wysoko, tak więc i pracy w projekt wkładamy jeszcze więcej. Ponad dwa miesiące prób za nami.
Niestety dyrektor Olga Skwara zaczęła mocno ingerować w artystyczną wizję naszego wydarzenia. Najpierw pojawił się temat występu Burmistrza Jerzego Zakrzewskiego. Mimo, że braliśmy pod uwagę różne opcje, Witold Dominik grzecznie wytłumaczył pani dyrektor, że wspólne stanowisko muzyków i artystów jest takie, że się nie zgadzają na taką ingerencję. Usłyszał, że ”stawia ją w bardzo kłopotliwej sytuacji”. Nie zgodziliśmy się także na kolejne propozycje pani Skwary. Chodziło o kilku artystów z MOK-u, którzy mieliby z nami wystąpić. Niestety, oni sami o tym nie wiedzieli. Mieliśmy już absolutny komplet i gotowy program, więc znów odmówiliśmy. Może pani dyrektor tego nie rozumieć, ale i tych ludzi stawiała w niezręcznej sytuacji. Nie można nikogo na siłę wpychać w jakiś spektakl czy koncert, tym bardziej na tydzień przed premierą zamkniętego kompozycyjnie przedstawienia. Artysta, który występuje na scenie musi czuć akceptację, jeśli nie publiczności, to przynajmniej osób stojących za nim lub obok niego. Takie rozwiązanie nie było nikomu na rękę.

Mało tego, przecież już w piśmie złożonym przez nas w MOK-u pojawiły się na liście artystów nazwiska osób, które współpracują z domem kultury i będą także występować na naszej imprezie. Odnieśliśmy wrażenie, że za wszelką cenę albo szuka się nam problemów, albo komuś po prostu marzy się ‘’podpięcie’’ jeszcze mocniej pod wydarzenie, które najpewniej okaże się sukcesem.

W końcu otrzymaliśmy pozytywną odpowiedź. Gdy znaleźliśmy się w oficjalnym programie na marzec opublikowanym na oficjalniej stronie MOK-u (Dokument poniżej, koncert miał się odbyć 13-tego marca), muzycy cieszyli się, że po długim czasie niepewności, wszystko zmierza ku dobremu. Ja jednak się nie cieszyłem. Znam to nasze lokalne ”bagienko” i wiedziałem, że mogą pojawić się kolejne problemy w postaci ingerencji w nasz projekt. To, co w piątek było już ”tak pewne” w sobotę okazało się iluzją. Witold Dominik usłyszał od szanownej pani dyrektor, że koncert trzeba przełożyć. Do tej pory nie doczekaliśmy się odpowiedzi od Olgi Skwary na jaki termin. Szkoda, że zabrakło odwagi, by po prostu odmówić. Padł tylko zarzut, że od początku współpraca z nami się nie układała. No tutaj się zgadzamy. Gorzej z tym winnym, bo mamy w tej kwestii odrębne spojrzenia. Wiem, że u kogoś łatwo dostrzec drzazgę w oku, a u siebie trudno zauważyć belkę, ale to co działo się podczas przygotowań do tego koncertu to kpina. Ciągła niepewność. Te ciągłe pytania pojawiające się w naszych głowach: Czy zagramy? Co tym razem wymyślą? Wszystko przez ”przychylność” dyrektor, w którą wiele osób, w tym ja, pokładało duże nadzieje. Jak w takiej sytuacji nie zniechęcić się do robienia w tym mieście czegokolwiek? Postanowiliśmy jednak działać.
Mimo, że informację otrzymaliśmy na tydzień przed 13 marca, zdążyliśmy dopiąć szczegóły dwóch koncertów. Każdy, do kogo dzwoniliśmy, reagował na naszą propozycję bardzo entuzjastycznie. Niestety z imprezy, która miała odbyć się w Krzepicach właśnie 13 marca, postanowiliśmy zrezygnować, po tym jak nagle pojawiła się informacja, że w kłobuckim MOK-u zagra John Porter.

Mamy wrażenie, że pojawił się właśnie po to, by ”za pięć dwunasta” uratować sytuację i zaprezentować jakieś wydarzenie z okazji dnia kobiet, które zmaże plamę.
Nie rozumiem zachowania nowej dyrekcji. Czy, gdyby podobna grupa z Częstochowy, czy z Wrocławia złożyła taką propozycję, to również rzucano by jej kłody pod nogi i próbowano ”wepchnąć” kilku artystów do ich programu? Czy powodem takiego zachowania są pewne nazwiska, które nie odpowiadają władzy?
Może to jakiś kompleks? Prześledźmy najlepsze wydarzenia za kadencji Olgi Skwary. ”Zew wolności”, ”Reggae jak Malina”, ”Jurajski festiwal tańca freestyle” itd. Każde z nich łączy jedno: pomysłodawcą i głównym koordynatorem tych imprez nie była pani dyrektor. Może dlatego na siłę próbowano się pod ”Różne oblicza kobiet…” ”podpiąć”?

Apelujemy do pani dyrektor, by skupiła się na realizacji własnych pomysłów, a nie ingerowaniu w czyjąś artystyczną wizję nazywając to jeszcze bezczelnie ”współpracą”. Już niedługo będzie okazja, by się wykazać przy organizacji ”Pierwszego dnia wiosny”. Chwileczkę… tamtą imprezę organizuje ”Zajawka”, a więc będą przy niej pracować ludzie, którzy swoim bezinteresownym działaniem zapracowali na sukces Olgi Skwary. Gdyby nie oni, pani Skwara nigdy nie zostałaby dyrektorem tej jednostki. Tutaj pojawia się kolejny problem. Można zauważyć pewne ”rozdwojenie jaźni”. Po wygranym konkursie, pani dyrektor nie zrezygnowała z funkcji prezesa zarządu ”Zajawki”. Dlaczego? Przecież, jako szeregowy członek stowarzyszenia, mogłaby działać nawet dwa razy więcej niż do tej pory. Czy nie chodzi o popularne dziś ”fejmy”? Mam wrażenie, że ktoś chce zjeść ciastko i mieć ciastko. Niestety, przy tym naraża stowarzyszenie na ataki mediów, blogerów, a być może w przyszłości także prawników. Co jeśli ”Zajawka” będzie potrzebować sprzętu z MOK-u? To pani Olga będzie sama sobie składać pisma o jego bezpłatne wypożyczenie? Wiem, w mniemaniu pani dyrektor, to wszyscy wokół są winni. Prawda jest jednak taka, że winna w przypadku całego zamieszania jest ona sama.

Nie jesteśmy jedyną grupą, która napotkała na przeszkody ze strony domu kultury. Ciężko komentować problemy ”Ogniska muzycznego”, które od blisko 60 lat jest nieodłącznym elementem kłobuckiej kultury. MOK mógłby wiele zyskać na współpracy z tymi ludźmi. Wystarczyłoby wyciągnąć do nich rękę. W latach poprzednich wiele razy pokazali na co ich stać, biorąc udział w licznych wydarzeniach.
Do tego wszystkiego doszło zwolnienie p. Marzeny Gancarek. Nie znam szczegółów, ale z tego co mi wiadomo, wszystko przez jej wyjście do sklepu po jogurt. Czy dyrektor jest zawsze punktualna i nigdy nie wychodzi z budynku w trackie swojej pracy? Czy są równi i równiejsi? Nawet jeśli pani Gancarek zawaliła, to czy był to powód, by potraktować ją w taki sposób? To osoba, która od ponad 20 lat pracowała w kłobuckim domu kultury i do BEZPŁATNEJ współpracy z MOK-iem zachęciła setki osób. Tak – setki! Jednym ruchem nowa dyrektor pozbyła się pomocy około stu ludzi, które działały razem z Marzeną Gancarek. Spektakle, które organizowała mogły się podobać lub nie. Jednak rozstać się z tą osobą w taki sposób, jest wręcz niegodziwe. To wyraz braku szacunku do tej pani i wielu ludzi, które angażowały się w życie kulturalne Kłobucka. Sam zorganizowałem raptem dwa wydarzenia i wiem ile poświęceń wymagało każde z nich. Takiego zaangażowania i doświadczenia, jakie posiada pani Gancarek, życzę i sobie, i pani dyrektor.
Olga Skwara nie jest stąd. Kłobuck przyjął ją z otwartymi rękami. Pani dyrektor nie potrafi odwdzięczyć się tym samym w stosunku do mieszkańców, którzy chcą realizować swoje pasje i marzenia. Albo zacznie ona szanować nas wszystkich, albo my przestaniemy szanować tę panią. Wtedy obok niej zostaną tylko interesowne osoby.
Działaczka ”Zajawki” dostała od losu niesamowitą szansę. Mając wątpliwe doświadczenie została szefem kultury w gminie, w której żyje blisko 20 tysięcy ludzi. Trudno było przypuszczać, że w kilka miesięcy rządów zniechęci do siebie tyle środowisk.

Warto przytoczyć pierwszy punkt statutu MOK-u, w którym jest mowa o jego celach i zadaniach: ”Prowadząc działalność kulturalną MOK realizuje podstawowy cel, jakim jest umożliwienie jak najszerszej grupie społeczeństwa udziału we współtworzeniu życia kulturalnego i wartości kulturalnych”.
Dom kultury nie jest prywatą władzy i mam nadzieję, że mimo wszystko nigdy nie będzie. Przynajmniej ta działka mogłaby stać w tym mieście ponad wszelkimi podziałami.
Szanujemy Portera, ale na jego koncert się nie wybieramy. Bardzo lubimy i cenimy tego artystę. Mamy jednak wrażenie, że jeśli podejście pani dyrektor albo osoba na tym stanowisku się nie zmieni, to kłobucką kulturę czeka marazm, a być może totalna katastrofa. To nasz mały manifest. Jeden Porter wiosny w MOK-u nie czyni.

Sebastian Zielonka
zielonka@miejska.info.pl

Pierwotny program wydarzeń MOK-u na marzec 2016, udostępniony na stronie: www.mok-klobuck.pl

mok broszura

Komentowanie zostało wyłączone.