Powidoki – jak Wajda przebił “Smoleńsk”

„Wiedziałem, że scenariusz jest trochę słaby i że jeżeli źle zagram, to wszyscy powiedzą, że zepsułem Andrzejowi Wajdzie film. (…) Pamiętam ten scenariusz, który był naprawdę chu*owy, po prostu był niedobry. Jednocześnie poprosiliśmy paru scenarzystów, w tym Władysława Pasikowskiego, którzy być może zgodziliby się napisać coś innego. I napisali. Dostaliśmy trzy scenariusze, ale nie miały jednej rzeczy – beznadziei. Bo w tym filmie to, co jest przeraźliwe, co ja pamiętam z głębi dzieciństwa, to taka właśnie beznadzieja. Pomyślałem, że jeżeli to się uda przenieść, tylko to, to już będzie coś.” W tych słowach, Bogusław Linda wyraził swoją opinię na temat „Powidoków” Andrzeja Wajdy – tegorocznego, polskiego kandydata do Oscara. Aktor nakreślił sytuację szczerze, ale przy tym bardzo delikatnie.

Trzynastego stycznia, w polskich kinach, swoją premierę miał nowy film Andrzeja Wajdy pt.: „Powidoki”. „Polski kandydat do Oscara” oraz „ostatni film Andrzeja Wajdy” – właśnie tak była reklamowana ta produkcja. Reżyser zmarł niecały miesiąc po światowej premierze obrazu, co najwidoczniej wpłynęło na jego odbiór. Bo w mediach cisza. Nikt nie opisuje swoich wrażeń na temat produkcji, tylko lekko smutny Linda mówi wprost, że „Andrzej nie żyje, ja muszę za niego jeździć po k*rwa całym j*banym świecie i świecić ryjem w tych miejscach”. No i jest to trochę zrozumiałe, bo „Powidoki” to bardzo zły film, który praktycznie w ogóle nie nadaje się do oglądania i, za który „świecić ryjem” trzeba.

Ogólnie ostatnie filmy mistrza były, co najwyżej, popłuczynami po dawnej świetności. Średni „Katyń”, nieudany „Wałęsa: Człowiek z Nadziei” – dobitnie pokazywały, że Wajda nie jest w formie.

W „Powidokach”, poza świetnym Bogusławem Lindą, nie ma aktorstwa. Drętwe, paździerzowe wręcz dialogi, nie pomagają obsadzie wykrzesać czegokolwiek z bohaterów, w których się wcielają. Na szczególną uwagę zasługuje jednak Bronisława Zamachowska. Tak teatralnej i koszmarnie zagranej kreacji w polskim kinie chyba jeszcze nie było, a próby grania Zamachowskiej budzą jedynie uśmiech politowania.

Zdjęcia i muzyka są wykonane bardzo poprawnie – nie można im niczego zarzucić, nie można się jednak nimi zachwycić. Operatorko nie jest źle, chociaż nadmierne ekspozycje tylko potęgują u widza uczucie sztuczności świata przedstawionego. Dla kontrastu mamy okropny montaż, który tylko uwidacznia bezsensowny i głupi scenariusz.

Nie wiem jak to się stało, ale w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej chyba nikt tego filmu nie widział i w ciemno wystawiono go, jako polskiego kandydata do Oscara. Przecież w 2016 roku było tak dużo dobrych, polskich produkcji. Nie chcieliśmy być kontrowersyjni – nie musieliśmy wrzucać “Wołyń” czy „Placu Zabaw”. Jestem jednak przekonany, że gdyby zdecydowano się zgłosić „Ostatnią rodzinę” Matuszyńskiego, na pewno bylibyśmy w gronie nominowanych. Ktoś jednak zdecydował, żeby puścić „Powidoki” i to jest trochę wstyd, że reprezentuje nas tak kiepska produkcja, kiedy mamy do czynienia z renesansem w polskim kinie.

Kiedy we wrześniu 2016 roku zobaczyłem „Smoleńsk” Antoniego Krauze, byłem przekonany, że będzie to najgorszy, polski film roku. Któż mógłby się spodziewać, że to ostatni film Wajdy zdobędzie ten tytuł i to w takich okolicznościach, że niewielu odważy się o tym głośno powiedzieć. „Smoleńsk” był bardzo obraźliwym filmem, ale nikt nie miał do tej produkcji nazbyt wygórowanych oczekiwań. Poza tym „Smoleńsk” jest tak zły filmem, że paradoksalnie, można czerpać przyjemność z wyłapywania kolejnych błędów twórców. „Powidoki” są złe, ale nie bawią – są po prostu niezdatne do oglądania.

Ostatnio byłem na nowej, rodzimej komedii romantycznej pt.: „Po prostu przyjaźń” i ku mojemu zdziwieniu, film ten jest lepszy prawie pod każdym względem od potworka Wajdy. Czyżby był to kolejny, „polski kandydat do Oscara”? Czemu nie?

Andrzej Wajda na pewno zapisał się w historii polskiej kinematografii jako jeden z najwybitniejszych reżyserów. Filmy takie jak: „Człowiek z marmuru”, „Popiół i diament”, „Kanał” to przykłady na to, jak wygląda doskonałe, polskie kino. To ciekawe, że Wajda zapisze się również w tejże historii, jako autor jednego z najgorszych, polskich filmów – i pech chciał, że jest to jego ostatnia produkcja. Linda powiedział, że scenariusz był bez nadziei. Twórcy się pomylili i chcąc zrobić film bez nadziei, w konsekwencji popełnili beznadziejny film.

Bartosz Dominik

Komentowanie zostało wyłączone.