”Podziwiam ją i jest dla mnie wielką bohaterką”

Adaś Czuchta to mieszkaniec Kłobucka, który zmaga się z poważną chorobą od dziecka. Największym wsparciem w jego życiu jest mama Danuta, której los nigdy nie oszczędzał. Dziś sama walczy z rakiem i urazem jakiego doznała w wypadku samochodowym.

Historia Czuhtów jest niezwykle trudna i wstrząsająca. Ilość cierpienia jakie spadło na członków tej rodziny jest wręcz nieludzka. Adaś urodził się jako 8-miesięczny wcześniak. W 13 miesiącu życia zachorował na wirusowe zapalenia opon mózgowych. Od lat przykuty do łóżka jest całkowicie zależny od otoczenia. Trudno spamiętać ilość chorób, które towrzyszą Adasiowi i by je wymienić muszę posilić się ulotką, która rozdawana jest w wielu miejscach po to, by ludzie dobrej woli mogli pomóc tej rodzinie wpłacając darowizny, lub przekazując 1 proc. podatku.
Jego dolegliwości wymienię po dwukropku: porażenie mózgowe z niedowładem czterokończynowym, astrofia mózgu i zaniki korowo-podkorowe, dysplazja i hipoplazja ciała modzelowatego, guzowatość i owrzodzenie górnego odcinka przewodu pokarmowego, przykurcze spastyczne, padaczka objawowa lekooporna, brak perystaltyki jelit, problemy z wypróżnianiem. Jest karmiony specjalnymi odżywkami, nie przyjmuje doustnie płynów ze względu na częste zachłystowe zapalenia płuc i oskrzeli. Jego przewód pokarmowy często krwawi.
Jak w tym wszystkim odnajduje się jego mama – Danuta? Kto poznał Panią Czuchtę, ten wie, że nie jest to osoba, która kiedykolwiek się podda. To co uderza mocno tuż po poznaniu Pani Danusi, to pogoda ducha, którą w tym wszystkim zachowuje. Mimo całej tragedii, która jest tak widoczna po zetknięciu się z historią rodziny, człowiek po wyjściu z jej domu łapie dodatkową siłę. Więcej o niej samej przedstawimy już wkrótce w filmie dokumentalnym, który aktualnie przygotowujemy, a w kórym to właśnie Ona będzie mieć najważniejszy głos.

W tym tekście postanowiliśmy skupić się na odwiedzinach Biskupa Antoniego Długosza, który odwiedził swoją byłą studentkę w Kłobucku. Pani Danusia swego czasu studiowała Teologię w Częstochowie, gdzie wykładowcą był właśnie Biskup Długosz. Czuchtowie mieszkają we wnętrzach… nieczynnego dworca PKP, które zostały zaadaptowane na niewielkie, skromne mieszkanie. Udało nam się skontaktować z duszpasterzem i szczerze z nim porozmawiać.
Przede wszystkim podziwiam odwagę, moc i siłę ducha mamusi Adasia, że tyle lat wytrzymuje. Warunki mieszkaniowe mają bardzo trudne i skomplikowane, a Ona jest spiritus movens wszystkiego (siłą sprawczą przyp. red.). Jest oddana całkowicie dziecku, mimo że też sama poważnie choruje, zmaga się przecież z chorobą nowotworową. Także podziwiam ją bardzo. Ucieszyłem się niezmiernie, że mogłem, na ile było to możliwe, skontaktować się z Adasiem, porozmawiać z nim. Uśmiechał się jak tylko mógł. Miło było też podziwiać bliskość i oddanie jego przyjaciela kota, który nie rozstaje się z Adasiem – mówił Biskup Antoni.

Mimo tak wielu trudności, które napotyka w swoim życiu Czuchta, jest ona niezwykle silną i wytrwałą kobietą. Od dawna jest bardzo wierzącą osobą. Jej walka z rakiem, a także leczenie Adasia sporo kosztują. Sytuacja materialna, z która się boryka nie jest łatwa. Zapytaliśmy Biskupa Długosza, jak w obliczu tak wielu tragedii nie zatracić wiary, jak odnaleźć w tym wszystkim sens.
Doświadczenia cierpienia, czy trudności finansowych nie rozwiążemy racjami rozumowymi. Często okrutnym ludziom o wiele lepiej powodzi się np. pod względem materialnym. Nadzieję nam daje Pan Jezus. Wiemy, że stałego miejsca my tutaj nie mamy. Może nie dla wszystkich, ale dla wielu cierpiących i chorych, czy doświadczających problemów finansowych – takim wsparciem jest więź z Panem Jezusem. Ta prawda, o której nam wiele razy przypominał papież, że człowieka nie mierzy się miarą jego dobra fizycznego, umiejętności intelektualnych, miarą pieniądza, ale miarą serca. Serce w Piśmie Świętym oznacza sumienie, otwarcie się na ropozycję Pana Boga i realizację Jego przepisu na życie. Sądzę, że mamusia Adasia tymi wartościami żyje z czego się bardzo cieszę. Podziwiam ją i jest dla mnie wielką bohaterką – mówi szczerze biskup Długosz.

Biskup jest znany z wystepów publicznych, podczas kórych śpiewa i tańczy z publicznością. Pojawił się także na kolędowaniu w Łobodnie, gdzie również mieliśmy okazję z nim porozmawiać. Dał tam próbkę swojego niewątpliwego talentu. Skąd pomysł na taką działalność, która jest tak rzadko spotykana wśród duszpasterzy?
Przede wszystkim jestem katechetą, dlatego służę dzieciom, ale też dorosłym. Stąd też staram się by nie było bariery pomiędzy mną, a odbiorcami posługi. Kontaktuję się z ludźmi nie tylko poprzez spotkania katechatyczne, ale też rekolekcje, misje. Próbuję przesyłać tę prawdę, że Pan Bóg nas kocha i daje swojego syna, który każdego roku w Boże Narodzenie przychodzi na ziemię, żeby powiedzieć, że Bóg jest pełen miłości – zaznaczał biskup Długosz.

W trakcie wizyty w Łobodnie zwrócił również uwagę, że Kościół kojarzy się z dużą powagą i czasem przydałoby się w nim więcej wesołości, uśmiechniętych twarzy. Ma świadomość, że życie nie jest sielanką, jednak wg niego dla człowieka wierzącego nie ma sytuacji przegranej. Sam kilka lat temu przeszedł chorobę nowotworową i właśnie wiara sprawiła, że przyjął spokojnie diagnozę lekarzy. Walkę z rakiem wygrał, choć dziś nadal ma problemy ze zdrowiem. Nie przeszkadza mu to jednak w niemal ciągłym podróżowaniu. Często odwiedza potrzebujących. Jeśli ma świadomość, że Jego obecność może komuś pomóc, to bez wahania pojawia się w kolejnych miejscach i spędza sporo czasu na tych pięknych podróżach. Czy te wizyty odbiera jako swoją misję?
Już będąc w seminarium starałem się kontaktować z ludźmi chorymi. Taką moją podopieczną była córka Vincentego Pola (poeta przyp. red.), Pani Daria Polówna, którą odwiedzałem systematycznie jako kleryk. Otrzymałem od niej 2 tomy wierszy. Uczestniczyłem na spotkaniach z nią aż do moich święceń. Ucieszyłem się niezmiernie, bo na rakowieckim smentarzu odnalazłem jej grób. Jako ksiądz starałem się przede wszystkim pamiętać o chorych i cierpiących. O tym nam przypominał profesor Rozwadowski, żebyśmy jak najwięcej serca okazywali ludziom chorym. Jeśli spotkamy chorego, który cierpi i nie traci więzi z Panem Bogiem jest po prostu ”Żywym Świętym”. Tak właśnie podchodzę do takich ludzi – odpowiedział.

Kiedy wszedłem do mieszkania Czuchtów tuż po wizycie biskupa, dało się zauważyć ogromną radość u Pani Czuchty i Adasia. W oczach Pani Danusi pojawiły się łzy.
Niektórzy mówią, że Adaś nic nie czuje. Jednak gdy błogosławił go biskup na zakończenie wizyty, Adaś zaczął płakać. Uspokoił się dopiero na słowa biskupa, że ten jeszcze go odwiedzi. Po tym spotkaniu zauważyłam znaczną poprawę w samopoczuciu Adasia, który był niedawno w szpitalu i nie czuł się najlepiej. Coś jednak musi być… – mówi Pani Daniusa, po czym zawiesza głos.

Biskup Długosz wręczył Adasiowi kilka swoich książek. Zagrał mu także na gitarze, zaśpiewał. Podarował mu również gumową piłeczkę. Czy to, że tyle ciepła daje osobom potrzebującym podczas takich wizyt, przynosi prywatną satysfakcję biskupowi?
Przede wszystkim to mnie takie osoby ubogacają szalenie. Ciesze się, że robią mi tę łaskę, że ja mogę ich odwiedzić. Takie jest moje powołanie. Nie mam swojej rodziny, dlatego moją rodziną są ludzie, którzy szczególnie potrzebują spotkania ze mną, potrzebują mojej względnej opieki. Dlatego tym ludziom służę w myśl przesłania Świętego Pawła żeby stać się wszystkim dla wszystkich i przynajmniej niektórych doprowadzić do Pana Jezusa. Jak umiem, tak staram się służyć – powiedział na zakończenie naszej rozmowy biskup Antoni Długosz.

Sebastian Zielonka
zielonka@miejska.info.pl

Możesz pomóc Adasiowi wpłacając darowiznę na konto BGŻ S.A.: 05 2030 0045 1110 0000 0265 3450 (dopisek/tytuł przelewu Dla Adasia Czuchty)

Można też przekazać 1 proc. podatku na Stowarzyszenie AMICUS – KRS 0000068484 – z dopiskiem ”Dla niepełnosprawnego Adasia Czuchty”.

26962025_1199266336880105_7189137830075607137_o

27355645_1199268750213197_3589539191853749832_o