Wywiad z ”Królową memów”

Wyjątkowy wywiad przeprowadzony w wyjątkowym miejscu. Kiedyś na Strzelnicy w Kłobucku używano prawdziwej, ostrej amunicji. Teraz można tam ”oberwać” memami Marty Frej, która lubi nieoczekiwane miejsca. Feministka nie potrafiąca wyobrazić sobie życia bez mężczyzn. Artystka, która stała się ”głosem kobiet w internecie”. Czy wyemigruje? Jaką widzi przyszłość lewicy? Któremu polskiemu politykowi najbardziej ufa?

Z ”Królową memów”, Martą Frej, rozmawia Sebastian Zielonka.

Sebastian Zielonka: Opowiedz jak się znalazłaś na Strzelnicy w Kłobucku?
Marta Frej: Napisał do mnie na Facebooku Paweł Osuch (na zdjęciu głównym obok Frej), z zapytaniem, czy nie chciałabym pokazać swoich memów na Strzelnicy. Bardzo lubię takie nieoczekiwane miejsca. Usłyszałam Strzelnica, myślę ”cholera”, super! Nie miałam pojęcia o tym miejscu. Zależy mi też, żeby tutaj w rejonie jak najczęściej się udzielać. Ważne, żeby docierać do ludzi nie tylko w dużych miastach, bo oni mają dużo atrakcji i różnych możliwości. Wydaje mi się, że mniejsze miasta, szczególnie trzeba otaczać uwagą. Z moich obserwacji wynika, że w tych niedużych miejscowościach ludzie są najbardziej spragnieni sztuki. Mam tam taki najżywszy odbiór. Dużo fajniej jest obserwować coś takiego niż zblazowane towarzystwo (śmiech).

Pochodzisz z Częstochowy. Obserwując ”internety” można zauważyć, że Częstochowianie trochę nabijają się z Kłobucka. Ty też to robisz?Nie dość, że nie nabijam się z żadnego miasta, ani wsi na tym świecie (nie jest to dla mnie żaden wyróżnik), to przyznam, że nawet o tym nie wiedziałam. Wiem, że istnieją śmieszne skróty rozwijające rejestrację SKL: Słoneczna Kalifornia, albo Stłuczka Kolizja Laweta (śmiech). Jeśli jest jak mówisz, to kompletnie nie wiem dlaczego.

Boisz się meMopauzy?
Są takie momenty, gdy jestem zmęczona bardzo i nic mi się nie chce. Nie mogę nic wymyślić. Wtedy tę memopauzę trochę czuję. Na razie nie wyobrażam sobie, żeby tak miałoby już być, tak na stałe. Nie umiałabym sobie poradzić bez tego wszystkiego co się dzieje. Bez wystaw. Bez tego odbioru.

To Cię napędza?
Na pewno. Napędza mnie także wiele propozycji, różnorakich: okładki książek, ilustracje. To jest super. To jest najfajniejsze. To ten wymiar, że mogę robić coś, czego nigdy do tej pory nie robiłam i to jest zawsze podniecające. Pierwszy raz jest najlepszy, we wszystkim. Wydaje mi się też, że bardzo uzależniające jest oglądanie intensywnego odbioru tego co robię. Wrzucam nowego mema i np. mam 100 komentarzy.

Czytasz je?
Zawsze czytam.

Jak podchodzisz do tych krytycznych komentarzy?
To jest tak, że jak mam 100 komentarzy pozytywnych i 3 krytyczne, to zawsze przeżywam bardziej te krytyczne. Kompletnie niesprawiedliwie to robię. Przecież sto pozytywnych jest tak samo ważnych i ci ludzie powinni być dla mnie tak sami istotni, to co oni mówią. Nie wiem, czy to jest kwestia kobiet, czy ludzi, że krytyką często się bardziej przejmują niż pochwałami.

Często też pamięta się te gorsze wydarzenia ze swojego życia.
Tak. Nie wiem, czy to jest kwestia naszego wychowania, polskiego rysu, czy to jest w ogóle charakterystyczne dla ludzi, że bardziej w nas zapada to co jest przykre, niż to co jest pozytywne. Dlatego staram się z tym walczyć. Mój partner jest w tym mistrzem. Mówi: ”Olej to!”.

Jak trafiam czasem na hejtera, mam takich np. dwóch, czy trzech, którzy potrafią mnie prowokować przez kilka miesięcy. Każde moje zdjęcie, nawet to dodane na profilu prywatnym, na każdą moją obecność w sieci, natychmiast pojawia się wrzuta jakiegoś pana, to zawsze są panowie. Wracając, Tomek wtedy zawsze mówi: ”Absolutnie się nie angażuj, nie daj się sprowokować, nie pisz”. Rzeczywiście tak robię.

Jak wspominasz początki tworzenia memów? Czy przeszło Ci przez myśl, że może się to odbić aż tak szerokim echem?
Nie. Raz, że nie przeszło, dwa, że nadal to do mnie nie dociera. Znaczy, jeżdżę sobie na wystawy, jest fajnie, jest dużo ludzi, to jest duże przeżycie. Jak ktoś mi mówi, że jestem znana w całej Polsce, to do mnie kompletnie nie dociera. Tak samo mógłby powiedzieć, że jestem znana w całych Chinach. Miałaby do tego taki sam stosunek.

Czujesz się ”głosem kobiet w internecie”? Tak jesteś określana.
Myślę, że jest tak mało, takiego szczerego, odważnego, zupełnie nieskrępowanego szeregiem jakiś głupich zasad głosu, że tak. Każda kobieta, która powie coś zupełnie szczerze, co niekoniecznie wpisuje się w taki bardzo określony nurt i przepis na to jak kobieta powinna wyglądać, mówić, zachowywać się, to już bardzo łatwo może zostać dostrzeżona. Kobiety rzadko mówią o tym co je tak naprawdę najczęściej martwi, smuci, krępuje. Są spętane absolutnie, pod wieloma względami.

Czujesz odpowiedzialność w związku z tym? Rozumiem, że zabawa trochę się kończy, kiedy zdajesz sobie sprawę, że jesteś głosem tak dużej grupy społecznej.
Do tego stopnia czuję, że np. teraz przeczytałam książkę, do której mam stworzyć memy. Jest to dobra książka napisana przez kobietę, świetną pisarkę francuską. Ona prezentuje w niej postaci, które mają zupełnie różne poglądy, taki przekrój społeczeństwa. Są tam mega seksistowskie osoby. Tacy kolesie, którzy jak się odezwą, to nie wiadomo w ogóle co zrobić. Dla takiego kolesia, kobieta w moim wieku to jest jakaś totalna porażka, która nie nadaje się nawet na narządy. Jak jeszcze nie umie gotować, to już się do niczego nie przyda. To są wiarygodne postaci, robiąc memy chce je przedstawić. Już się martwię, że przedstawiając takiego właśnie kolesia i dając cytat z książki, zostanie mi zarzucone, że prezentuję takie seksistowskie teksty, postaci, że rysuję je i propaguję w jakikolwiek sposób, mimo że to literacka fikcja. W dodatku nie moja.

Wydaje mi się, że każdy, niezależnie od światopoglądu, powinien poznawać jak najwięcej postaw. Im lepiej poznamy postawy i poglądy i to co powoduje innymi ludźmi, tym będziemy mądrzejsi. Tym lepiej sobie z nim poradzimy. Tym sensowniejsze znajdziemy wyjścia z wielu różnych sytuacji. Coraz bardziej jestem skrępowana tym lękiem, że ktoś mi zarzuci, że propaguję patriarchat, seksizm albo jakieś niewłaściwe postawy. Muszę z tym walczyć, bo to nie jest tak, że chcę prezentować tylko jeden, absolutnie najlepszy sposób widzenia świata. Nie wierzę, że jest tylko jeden. Staram się ciągle uczyć i być otwarta na wszystko.

Obserwując Twoje prace, można wnioskować, że Twoje poglądy mocno skręcają w lewo. To celowy zabieg, czy po prostu taka jesteś?
Taka jestem. Jestem ”lewicowa”. Mam lewicową wrażliwość. Być może dlatego, że ona wydaje mi się najbardziej uczciwa, empatyczna, otwarta i dająca najlepsze rezultaty w grupie.

Jaka jest według Ciebie podstawowa różnica pomiędzy lewicą, a prawicą?
(po dłuższej chwili namysłu) Boję się takich pytań, bo cały czas próbuję nie wyrabiać sobie wyraźnego obrazu typowej prawicy. Mamy pełne prawo mieć różne poglądy. Rozumiem też tych ludzi, którzy są bardziej prawicowi. Często mają inną historię niż ja, mieli zupełnie inne życie, kontaktowali się z zupełnie innymi ludźmi, oglądali inne filmy, czytali inne książki. To są tysiące różnych zdarzeń. Nijak nie jest powiedziane, że ten człowiek myli się bardziej niż ja, albo myli się mniej. Jesteśmy taką sumą przeżyć, trochę to jest przypadek, trochę los, pewnie odrobinę naszych poszukiwań i dążeń. Natomiast wydaje mi się, że lewicowy punkt widzenia jest w dzisiejszych czasach o tyle ważny, że my musimy nauczyć się tworzyć społeczeństwo obywatelskie, jeżeli chcemy dalej funkcjonować. Jednak lewicowa myśl kładzie na to duży nacisk i cały czas przypomina nam, że nie jesteśmy sami na świecie, że nawet jeśli będziemy myśleć tylko o sobie, o naszej wygodzie, o naszym dobru i zadowoleniu, to przy takiej postawie prędzej czy później przyjdzie nam za to zapłacić.

Czy nie jest tak, że mówiąc kolokwialnie, świat zwariował? W sensie, bardzo zatarły się granice pomiędzy prawicą, a lewicą. Spójrzmy na naszych rządzących. Niby prawicowa partia wygrywa wybory m.in. dzięki postulatowi ”500 zł. na dziecko”, który jest typowo lewicowy.
Ja bym jednak powiedziała, że typowo populistyczny. Nie myliłabym lewicy z populizmem. To dwie zupełnie inne rzeczy.

Pomoc socjalna jednak mocno kojarzy się z lewicą.
Tak, natomiast populiści zawsze sięgają po to co będzie najbardziej atrakcyjne dla ludzi. Prezent w postaci kasy jest zawsze ”najfajniejszym” argumentem. Podsycanie lęku przed obcym zawsze się też sprawdza, jaki by ten obcy nie był. To są takie wypróbowane chwyty populistyczne, które nie mają nic wspólnego z lewicą. Natomiast niezwykle pomaga populistom w Polsce nasz system edukacji. Nas się nie uczy ekonomii. Nie mamy pojęcia o ekonomii. Podstawy przydałyby się w każdej szkole, żeby się ludzie ogarnęli i wiedzieli, że nie można dostać 500 zł, jeśli się ich skądś nie zabierze. Pieniędzy się nie drukuje się na zawołanie.

To ciekawe, że mówisz to, co często powtarza Janusz Korwin-Mikke.
(śmiech) Każdy może to powiedzieć. Żebym była dobrze zrozumiana: generalnie jestem za pomocą socjalną. Wydaje mi się, że bardzo wiele państw w Europie rozwiązuje ten problem o wiele lepiej niż my. Na pewno nie ma takiego czegoś jak pomieszanie lewicy z prawicą. Myślę, że obecnie jesteśmy świadkami najzwyklejszych gierek politycznych, obliczonych na to, że ludzie nie czytają programów partii. Mają bardzo niską świadomość ekonomii. Niewiele wiedzą też o polityce zagranicznej naszego kraju. To są tematy, które nikogo nie interesują na dłuższą metę. Wtedy kiedy w sejmie się kłócą, popychają, gdy pojawiają się jakieś ”niskie sztuczki”, wtedy jest ”fajnie”. Merytorycznej debaty jednak nie ma.

Żadne z ugrupowań lewicowych nie dostało się do sejmu. Jak zapewne wiesz, szefem SLD został ktoś ”zupełnie nowy”. Oczywiście ironizuję, bo Czarzasty to ”stary wyjadacz”. Jak widzisz przyszłość lewicy?
Tak jak cała lewica i wszyscy moi lewicowi znajomi, przyjaciele, wszyscy wiedzą, że trzeba coś zrobić, tylko nikt nie wie jak to zrobić. Przyglądam się partii ”Razem”. Przed wyborami byli pewną nadzieją. Moim zdaniem udało im się osiągnąć bardzo dużo.

Zwłaszcza jednym wystąpieniem podczas debaty. (Adrian Zandberg wypadł podczas debaty kandydatów na prezydenta na tyle dobrze, że poparcie dla ”Razem” wzrosło kilkukrotnie, przyp. red.)
No tak, dzień, czy dwa przed cisza wyborczą. Ta sytuacja udowodniła, że partia potrzebuje lidera. ”Razem” bardzo próbowało tego lidera nie mieć. Niestety okazało się, że tak się nie da.

Co byłoby gdyby Zandberg ujawnił się jakieś dwa miesiące wcześniej?
Różnie mogło być, bo też nie jest powiedziane, że zawsze byłby taką gwiazdą. Każdy zalicza jakieś wpadki, każdy ma gorsze dni. Przyglądam się ”Razem”, bo teraz mają prawdziwy sprawdzian. Co zrobią? Czy zbudują struktury? Czy będą pracować w każdym miejscu? Chciałabym, nie w Warszawie, w telewizji zobaczyć przystojniaka, który świetnie mówi, tylko zobaczyć w Częstochowie ludzi, którzy chcieliby dotrzeć do wszystkich, np. robotników, w końcu lewicowa partia. Chciałabym zobaczyć prawdziwych ”lewicowców” w akcji, którzy rozmawiają i szukają rozwiązań nie na wiecach w postaci opowiadania o bardzo wydumanych rzeczach, które dzieją się gdzieś daleko w stolicy, tylko tu konkretnie, zajmują się bezpośrednimi problemami ludzi. Nie wiem, jeszcze nie widziałam, może zobaczę, jeszcze jest czas. Chciałabym, żeby tak się stało.

Bliżej Ci do Czarzastego, Zandberga, czy Barbary Nowackiej?
Jeśli mówimy o nazwiskach to ufam i wierzę Basi Nowackiej. Po prostu. Poznałam ją i może to intuicja kobieca, bo nie zjadłam z nią beczki soli, ale wierzę, że jest to charyzmatyczna, inteligentna i mądra kobieta, która mogłaby zrobić wiele dobrego. Nie wiem jak w całości to wyjdzie, jak ona sobie poradzi. To jest ważne, żeby komuś wierzyć. To nie jest proste. Jej wierzę.

Chciałabym, żeby w polityce było więcej kobiet. Wydaje mi się, że to jest dobry trop, bo być może wniosą coś świeżego. Wniosą być może to myślenie troszkę z innej strony. Pamiętajmy, że kobiety w Polsce wychowują dzieci. Tak jest to urządzone u nas. W związku z tym są za nie odpowiedzialne od zawsze. Co za tym idzie mają inne cechy wykształcone od mężczyzn. Myślę, że to dobrze zrobiłoby polityce.

Czy obawy Komitetu Obrony Demokracji są zasadne? Czy według Ciebie wolność w naszym kraju jest zagrożona pod obecnymi rządami?
Zewsząd słyszę szlochy i przerażenie. Takie głosy: ”wyjeżdżamy wszyscy”…

Nie emigrujesz?
Nie, absolutnie Co to za pomysł? Albo się jest ”na dobre i na złe”, albo nie. Nie czuję się zmuszona do emigracji. Gdybym się czuła zmuszona z powodów ekonomicznych, to co innego, gdy trzeba utrzymać dziecko i nie ma z czego, to jadę gdzie mogę, żeby to zrobić. Z przyczyn ideowych, emigracja nie jest dobrym pomysłem. Zostawia się wtedy tych, którzy najmniej są w stanie sobie poradzić. Na pewno uważam, że demokracja jest zagrożona. Uważam, że tracimy wiele na arenie międzynarodowej. Nie mam w tej chwili za bardzo pomysłu i nie widzę nikogo kto miałby dobry pomysł co z tym robić, bo to, że będziemy wychodzić na ulice i protestować – rozumiem. Jednocześnie jednak, równolegle trzeba próbować jakiś konkretnych rozwiązań. Na razie ich nie ma.

Poza tym, co zauważyłam z pewnym zdziwieniem u siebie, im bardziej to wszystko wymyka mi się jakby z mojego scenariusza i moich wyobrażeń, tym większą agresję odczuwam do poprzedniej władzy, która przez 8 lat przygotowywała do tego grunt i jakby torowała drogę próbując wszystkich zadowolić nie robiąc nic. To do mnie dociera. Mam coraz większe przekonanie, że niewiele się zmieniło. Teraz zmienił się garnitur. Rząd PiS-u po prostu wymienia stanowiska, wpuszcza swoich tam, gdzie kiedyś platforma obsadziła swoimi. Nie wydaje mi się, żeby wiele zmieniało się poza tym. To po prostu jest rotacja, która w poprzednich rządach może była robiona trochę delikatniej, może bardziej w białych rękawiczkach.

Może z większym poparciem mediów?
Tak, na pewno. Na pewno też z większą wprawą było to robione.

Sprawę z Trybunałem Konstytucyjnym również zaczął poprzedni rząd, już w czerwcu tamtego roku.
Niepodpisanie karty podstawowych praw człowieka. Ustawa antyprzemocowa. Ile trzeba było zachodu, żeby ją podpisali? ”Troszkę” zawinili.

Niektórzy twierdzą, że feminizm kończy się tam, gdzie trzeba wnieść szafę na czwarte piętro budynku. Czujesz się feministką, czy tylko wspierasz ten ruch?
Czuję się feministką. To w ogóle nie jest ruch. To światopogląd. Feminizm to jest 100 procentowa demokracja. Po prostu. Uważamy, że wszyscy są równi. To nie jest tak, że feminizm kończy się tam, gdzie trzeba wnieść szafę na czwarte piętro, albo że zaczyna się tam, gdzie trzeba zrobić zastrzyk dziecku. No to jest śmieszne. Mamy pewne uwarunkowania fizyczne, aczkolwiek znam wielu mężczyzn, którzy ważą mniej i podniosą, wycisną na siłowni mniej ode mnie. OK, zdarza się. Feminizm, to jest przekonanie, że wszyscy są równi, czyli teoretycznie mamy w Polsce większość feministów, tylko że słowo jest tak przekłamane, tak totalnie ma zepsuty obraz, że kojarzy się tylko z jakimiś oszalałymi kobietami, którym brak seksu, które o siebie nie dbają, które są zapuszczone, a przez to nienawidzą mężczyzn, lub z jakiś innych przyczyn. Ja jestem feministką, bardzo lubię mężczyzn. Bardzo. Nie wyobrażam sobie bez nich życia. Podziwiam ich. Podobnie jak kobiety. Tak naprawdę myślę, że jest bardzo wielu feministów i feministek, tylko źle rozumieją to słowo.

”Świat lekceważy kobiety, a z dziewcząt pogardliwie się nabija”. Podzielasz to zdanie Agnieszki Graff, z którą niedawno wydałaś książkę ”Memy i Grafy. Dżender, Kasa i Seks”?
Zwłaszcza w niektórych dziedzinach jest to bardziej widoczne. Musimy pamiętać, że świat, przynajmniej taki, którym możemy obejrzeć okiem ludzkim, kobiety fetyszyzuje, uprzedmiotawia. To nie są moje wymysły. Wystarczy popatrzeć na pierwszą lepszą reklamę, albo otworzyć gazetę dla pań i taką dla panów i zobaczyć o czym one są, albo posłuchać jak się ”strofuje dziewczynki”.

Mój syn ostatnio mi opowiedział co powiedziała jego koleżanka z klasy, którą znam, bo miałam spotkanie autorskie w szkole. Kiedy mama jej powiedziała, że ma bałagan w pokoju, że ”dziewczynce to nie przystoi” odpowiedziała, że następnym razem poskarży się mamie Maćka, czyli mnie (śmiech). Wszyscy przemycamy takie teksty. Ja też. To nie jest tak, że tego nie robię. Staram się z tym walczyć, bo mnie to wkurza, natomiast tak zostałam wychowana. Czasem tego nawet nie zauważam jak reprodukuję teksty pod tytułem: ”Co z Ciebie za facet?”, albo ”Przecież dziewczynka nie może tak mówić, albo nie powinna się tak zachowywać”. Jeżeli chodzi o dzieci, to się strasznie tego wystrzegam. To jest jak trucizna, niby niż złego się nie dzieje, a to głęboko wpada w głowę. Niestety jesteśmy tak wychowani. Widzimy świat w taki sposób. Jak się zaczyna o tym myśleć, to z czasem się wszędzie widzi ten przekaz patriarchalny. Jest to męczące, ale nieuniknione.

Dlaczego warto sięgnąć po książkę, którą stworzyłaś wraz z Agnieszką Graff?
Przede wszystkim jest zabawna. Składa się z trzech części. Pierwsza to felietony Agnieszki Graff, która ma niezwykle ”lekkie pióro”. Pisze o rzeczach bardzo ważnych, poważnych, często smutnych, natomiast robi to w taki sposób, że trudno się od tego oderwać, nawet jeśli ma się inne poglądy, to się to dobrze czyta. Jest wielką intelektualistką polską, jedną z takich najbardziej przeze mnie podziwianych. Porusza tematy bardzo ważne dla kobiet, takie jak alimenty, rola kościoła w naszym Państwie i wiele, wiele innych. Druga część to nasze rozmowy. Fajne jest to, że Agnieszka, z którą się zupełnie nie znałyśmy, zaproponowała mi, żebyśmy wspólnie napisały książkę, uparła się, żebym ja też coś pisała, mimo że nie chciałam, bo nie czułam się na siłach. Nie znając mnie zupełnie, przyjechała do Częstochowy i spędziłyśmy weekend gadając. Ona to nagrywała i z tego powstała ta druga część książki. Trzecia część to moje memy. Książka, mimo że porusza poważne tematy, jest lekko napisana, dobrze się ją czyta. Jeżeli ktoś nie zgadza się z naszymi poglądami również powinien ją przeczytać, by móc sobie przygotować listę argumentów dlaczego się nie zgadza.

Mój prawicowy przyjaciel, który zobaczył kilka Twoich memów, stwierdził bez ogródek, że musisz być antyklerykałem. Jesteś nim, czy po prostu piętnujesz rzeczy, które w kościele ci się nie podobają?
Jestem antyklerykałką bym rzekła. Nie lubię Kościoła. To znaczy widzę więcej jego wad, niż zalet. Nie odbieram mu zalet, absolutnie. Nie odbieram wielkich osiągnięć, mnóstwa dobra, które zrobił i tego, że wielu ludziom pomógł. Natomiast jako instytucja wcinająca się w życie polityczne Państwa i życie prywatne ludzi, budzi moją głęboką niezgodę i opór. Wynika to też z moich osobistych doświadczeń, zupełnie się tego nie wstydzę. Nie mam nic przeciwko kościołowi, jeżeli zechce być kościołem, a nie będzie miał takich wielkich ambicji i potrzeb żeby przejmować wszystko. Widzę jak bardzo jest łapczywy na władzę i pieniądze. To jest główny problem. To instytucja, która nie ma żadnych granic, a te ambicje rosną cały czas.

Jakie widzisz szanse dla kobiet z tak małych miejscowości jak Kłobuck i tych mniejszych, których nie brakuje w Polsce? Może masz dla nich jakiś przekaz?
Wydaje mi się, że taką pierwszą rzeczą, z którą bardzo trudno sobie poradzić będąc kobietą, niezależnie czy się urodzi w dużym, czy małym mieście, jest to, że jesteśmy bardzo podatne na krytykę i bardzo słuchamy innych. Bardzo łatwo nam odebrać pewność siebie. Łatwo nas ”wbić” w pewne role. W mieście jest o tyle fajnie, że zawsze jest spora szansa, że spotkasz osoby podobne do ciebie. W małej wiosce, powiedzmy, że rodzę się jako lesbijka i nie ma w tej wiosce żadnej innej lesbijki. Umówmy się, to musi być strasznie trudne. W ogóle sobie tego nie wyobrażam, jaką trzeba mieć w sobie moc i siłę, żeby być sobą i szukać szczęścia, a nie poddać się i wbić w ten kanon i zachowywać tak jak wszyscy i przez całe życie udawać kogoś kim się nie jest. Przez całe życie się nie zrealizować, ani przez sekundę nie być sobą. To musi być koszmar,. To jest przykład bardzo radykalny. Może też być np. dziewczyna, która nie chce być typową kobietą, która nie ma ochoty się mizdrzyć, wyglądać jak wszystkie laski, tylko chce zajmować się np. fizyką jądrową, albo iść do ”samochodówki”. Są tysiące przypadków, różne postawy. Strasznie trudno jest, jeżeli nie znajdziemy nikogo, kto zrozumie naszą inność i nam pozwoli na nią. Pewnie to jest największy problem w małych miejscowościach, że możemy kogoś takiego nie spotkać. Wtedy potrzebne jest naprawdę dużo samozaparcia i takiej odwagi, żeby nie dać się i nie podporządkować reszcie. Tego życzę z całego serca wszystkim. Nawet jeżeli to boli, a zazwyczaj boli i strasznie się za to obrywa, to myślę, że życie według czyjegoś, a nie własnego scenariusza, nie sprawdziwszy nigdy kim się jest naprawdę, jest po prostu koszmarem.

Sebastian Zielonka
zielonka@miejska.info.pl

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Wystawa Marty Frej w Kłobucku

Miejska TV