”Ciągle robię to co kocham”

W siatkówce osiągnął niemal wszystko. Do historii przejdzie jako jeden z najlepszych przyjmujących w kraju. Olimpijczyk z Aten. Srebrny medalista mistrzostw świata w Japonii (2006 r.). Mistrz Europy z Turcji (2009 r.). Jest też trzykrotnym wicemistrzem Polski z AZS Częstochowa. Czterokrotnie wywalczył mistrzostwo ze Skrą Bełchatów. Spotkaliśmy się z nim przy okazji wizyty AZS-u w Ostrowach nad Okszą, gdzie młodzi adepci siatkówki z klubu ”Tytan” mieli okazję trenować z jego podopiecznymi. Przypominamy, że od 2014 roku pełni rolę pierwszego trenera częstochowskich siatkarzy.
Z Michałem Bąkiewiczem rozmawiał Sebastian Zielonka.

 

Sebastian Zielonka: Rozmawiamy przy okazji wizyty częstochowskiego AZS-u w Ostrowach nad Okszą. Dlaczego ważne jest, by organizować podobne wydarzenia w tak niewielkich miejscowościach?
Michał Bąkiewicz: Myślę, że są przede wszystkim ważne dla dzieciaków, która mam nadzieję kibicują nam bardzo mocno. Zresztą w tym sezonie pokazały, że są z nami. Cały czas były aktywne, przyjeżdżały na mecze. Przy tej okazji mogły potrenować z osobami, które widziały na parkiecie. Myślę, że to fajne i pozytywne przeżycie dla dzieciaków.

W wielkich miastach hala sportowa raczej nie stanowi żadnego problemu. Inaczej sprawa wygląda choćby na wsiach, gdzie często brakuje odpowiedniej infrastruktury. Akurat Ostrowy nad Okszą mają to szczęście, że halę posiadają. Jak Pan myśli, warto promować siatkówkę w takich miejscach?
To bardzo ważne. Mieszkańcy Ostrów i okolic powinni się cieszyć z tej bardzo przyjemnej hali. Mają też zaplecze ludzi, którzy żyją siatkówką i chcą rozwijać tę dyscyplinę sportu. Korzystając z okazji, chciałbym im pogratulować, że całym sercem próbują tę siatkówkę wypromować.

Na parkiecie widzimy wielu adeptów piłki siatkowej, którzy grają w ”Tytanie”. Pan również był kiedyś tak młodym człowiekiem, który dopiero rozpoczynał swoją przygodę z tym sportem. Przeszło Panu wtedy przez myśl, że może Pan zrobić taką karierę? Marzył Pan o tym?
To było w sferze marzeń. Przypominam, że za moich czasów bardziej popularna była koszykówka. Z tą siatkówką, mimo wszystko, było trudniej się przebić. Wracając do tematu, to zdecydowanie były to marzenia. Będąc dzieckiem, zaczynając treningi, raczej nie myśli się od razu o kolejnych etapach. Bardziej chodzi o to, aby bawić się grą, by sprawiało to przyjemność.

W Pana przypadku to była od razu miłość do siatkówki, czy może najpierw próbował Pan swoich sił w koszykówce? Kiedy zrozumiał Pan, że ta siatkówka, to jest coś co chce Pan robić w życiu już tak całkiem serio?
Ja w tym starym systemie, do końca 7. klasy szkoły podstawowej uprawiałem tak naprawdę wiele dyscyplin sportu. Dopiero później musiałem dokonać wyboru między siatkówką, a koszykówką. Z racji parametrów na piłkę nożną nie było szans. Cieszę się, że dokonałem tego wyboru, na pewno nie żałuję.

Co Panu najbardziej utkwiło w pamięci z tej bogatej reprezentacyjnej i klubowej kariery? Co najmilej Pan wspomina?
Ciężko cokolwiek na szybko wyróżnić. Jeśli muszę, to chyba Mistrzostwa Europy 2009 w Turcji. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że najbardziej zapamiętujemy zwycięstwa. Wygraliśmy złoty medal, a przypominam, że nie byliśmy w gronie faworytów.
Drugim takim fajnym przeżyciem są Igrzyska Olimpijskie. To zupełnie inna impreza, gdzie skupiają się sportowcy, którzy uprawiają różne dyscypliny sportu, których ogląda się w telewizji, a można ich zobaczyć i poznać w wiosce olimpijskiej.

No tak, udział w Igrzyskach Olimpijskich to chyba marzenie każdego sportowca.
Co było tym najtrudniejszym momentem w karierze?
Tych momentów jest wiele, bo ta przygoda z siatkówką, kariera, ma to do siebie, że często łapie się kontuzje. Myślę, że te momenty są najtrudniejsze, żeby być cierpliwym i potrafić się podnieść po takich ciosach. Nie wspominam jeszcze o porażkach, bo one zawsze bolą. Taki jest jednak sport, nie ma osoby na świecie, która by wszystko wygrywała.

Zgodzi się Pan, że oprócz tej fizycznej strony, w sporcie niemałą rolę odgrywa psychika. Da się to szczególnie zauważyć w siatkarskich spotkaniach, gdzie losy meczu często zmieniają się z minuty na minutę.
Zgadza się, to bardzo ważny aspekt. Przy wyrównanym poziomie sportowym decydują szczegóły. Często też bywa tak, że zawodnicy, którzy są bardziej odporni psychicznie i pewni siebie, decydują w najważniejszych momentach, w tych końcówkach setów, o losach meczu.

Po bogatej karierze przyszedł czas na nowe wyzwanie. Jak odnajduje się Pan w roli trenera?
Nie mnie to tak naprawdę oceniać. Powiem tyle: ja jestem bardzo zadowolony, z mojej perspektywy bardzo się cieszę, że jestem w tej roli. Ciągle robię to co lubię, to co kocham. Robiłem to wcześniej z troszkę innej strony przez całe życie. Jestem bardzo zadowolony, że poszedłem w tym kierunku.

Taka myśl, by zostać trenerem pojawiła się jeszcze, gdy był Pan zawodnikiem, czy dopiero po zakończeniu kariery?
U mnie to potoczyło się bardzo szybko. Od pewnego czasu miałem problemy zdrowotne. Tak naprawdę nie miałem dłuższej chwili, żeby sobie coś zaplanować i przemyśleć, bo kontuzja wykluczyła mnie z profesjonalnego sportu.

Nasi siatkarze wylecieli na turniej kwalifikacyjny do Tokio, gdzie powalczą o Igrzyska Olimpijskie (rozmowa odbyła się przed rozpoczęciem turnieju,na którym Polacy świetnie sobie radzą). Patrząc bardziej trenerskim okiem, czy awansujemy? Jeśli tak, to czy jest w tej kadrze potencjał na to, by ”zrobić” na Igrzyskach dobry wynik?
W tej kadrze jest na pewno bardzo duży potencjał. Mamy wszelkie możliwości, żeby grać o najwyższe cele. Zresztą, już pokazaliśmy w ostatnich latach, że potrafimy wygrywać i bić się z każdym. Wiem, że z boku jest prościej mówić na luzie, tak a propos tych kwalifikacji, ale nie wyobrażam sobie, żebyśmy my z takim potencjałem, z taką reprezentacją, nie awansowali na Igrzyska Olimpijskie.

Stać nas na zwycięstwo w Igrzyskach?
Tam będzie kilka bardzo silnych zespołów, ale na pewno my będziemy w gronie faworytów.

Na koniec pytanie o AZS.  Jakie są cele na zbliżający się sezon? Zamierza Pan spokojnie budować drużynę?
Za wcześnie, by o tym mówić. Większość ma kontrakty do końca maja, zobaczymy jakie będą decyzje szefostwa.

Fot.: Bartosz Dominik

 

Miejska TV