”Zadbam, by ludzie wiedzieli gdzie są Panki”

Już w najbliższą sobotę rusza kolejne ”Pankowisko”. Największą gwiazdą VII edycji będzie obchodzący XXX-lecie istnienia zespół Farben Lehre. W tym roku gościem specjalnym tego wyjątkowego na punkowej mapie polski wydarzenia znów będzie Marek Wiernik. Przy tej okazji publikujemy archiwalny wywiad przeprowadzony z nim w Pankach podczas ubiegłorocznego festiwalu.
Działał w ‘Trójce” i ”Jedynce” polskiego radia. Miał okazje prowadzić programy w telewizji publicznej, a także w Polsacie. Widział na żywo Sex Pistols i The Clash w czasach świetności tych zespołów. Człowiek, który wychował na ostrych, szybkich brzmieniach pokolenia. Jego audycje były muzycznym oknem na świat dla Polaków.  Z Markiem ”Wiewiórem” Wiernikiem nazywanym ”Ojcem chrzestnym polskiego Punk Rocka” rozmawiał Sebastian Zielonka.

Sebastian Zielonka: Ponoć niedawno pierwszy raz usłyszał Pan o takiej miejscowości jak Panki. Co ciekawe od początku kariery dziennikarskiej zajmuje się pan muzyką punkową i mocno przyczynił się Pan do wypromowania tego gatunku muzyki w Polsce. Co Pan pomyślał, gdy dowiedział się o istnieniu Panek i o tym, że jest tam organizowany tak tematyczny festiwal?
Marek Wiernik: Dowiedziałem się o miejscowości Panki dzięki Facebookowi. Nauczyłem się tego wynalazku. Tam znalazłem informację i zaproszenie od Jarka Wójcika z zespołu Leśne Ludki, skojarzyłem tą grupę w końcu to jakaś historia punk rocka. Działają od 30 lat. Nie skojarzyłem za to miejscowości Panki. Zrobiłem małą sondę wśród znajomych. Powiedziałem: Słuchajcie jest festiwal w Pankach, ja tam będę. Patrzyli na mnie i mówili: Jak? Gdzie? Trudno się dziwić. Nie jest to jakaś metropolia. Zdziwiłem się, że to już szósta edycja tego festiwalu. Rozumiem, że to ciężka sytuacja w takiej niewielkiej miejscowości wypromować imprezę. Wydarzenie musi się rozkręcać. Jak dobrze wiemy, z każdym rokiem występowały coraz to ważniejsze zespoły. Zainteresował mnie pomysł. Trochę nowych zespołów i wreszcie te legendy, które działają 20 czy 30 lat na rynku, które ściągają swoją  publiczność z różnych miejsc w kraju. Wszystko jakby się ułożyło. Wiem, że publiczność jest, ci słuchacze są. Ja w 1979 roku zacząłem granie punk rocka na antenie polskiego radia. To była taka audycja, która na początku nazywała się: Wokół Nowej Fali. Prowadziłem ją z Maćkiem ”Magurą” Góralskim z ”Kryzysu”.

To bodaj przyjaciel  Roberta Brylewskiego.
Tak, oni razem to tworzyli (”Brygadę Kryzys” przyp. red). To były początki tego ruchu punkowego. Potem poszła już audycja pod szyldem ”Cały ten rock”, która była nadawana przez blisko 20 lat. Okazuje się, że stała się niezwykle ważna i decydująca dla całego ruchu, nie tylko dla wykonawców, ale i dla publiczności. Rozmawiałem tutaj z chłopakami z wszystkich zespołów. Znam ich. Analogsów, ”Gumę” z Moskwy, którą gdzieś tam wyciągałem na przeglądach muzyki. Czy to z Dezerterem, generalnie z wszystkimi miałem stały kontakt.

Czuje się Pan ”ojcem chrzestnym polskiego Punk Rocka”? Tak jest Pan przez wielu nazywany.
Czy czuje się? No ktoś rzucił takie hasło. Na festiwalu w Pankach, podeszło do mnie kilkadziesiąt osób i wspominało te audycje i te stare dzieje i ci ludzie dalej tej muzyki słuchają. Mało tego, mają ponagrywane audycje, które prowadziłem.

Na pewno to sprawia dużą satysfakcję.
Tak, to miłe. Po za tym to daje motywację do dalszej pracy. Są różne sytuacje. Człowiek jest raz na wozie, raz pod wozem. Wiadomo co się dzieje w mediach. Audycje pojawiają się, a później znikają z anteny. Jak ktoś za dużo tego punk rocka gra, to nie jest to zbyt mile widziane. To też nie jest tak, że tylko ten gatunek muzyczny jest dla mnie ważny. Wychowywałem się na audycjach z lat 60-tych. Wiadomo blues i czarna muzyka jest mi bliska. W którymś momencie ten punk zaistniał, bo spędziłem kilka lat w Londynie. Do pracy się wtedy jeździło.

Wiele się zmieniło od lat 80-tych, kiedy to Pańskie audycje były tak popularne. Mamy zupełnie inne czasy. Dziś każdy artysta, zespół, album, utwór jest na wyciągnięcie ręki słuchacza w internecie. Niech Pan przytoczy jak wyglądał obieg muzyki w tamtych latach?
Żyjemy w czasach, gdzie tak jak Pan wspomniał, wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Tylko co z tego? Trzeba wiedzieć po co się sięga, co się za tym kryje, jaki to jest czas, z czego to się wzięło. To były lata 70, 80-te kiedy w tym radiu i telewizji zacząłem funkcjonować. Paradoksalnie był to czas głębokiej komuny. Wtedy wszystkim zależało i te audycje były głównym źródłem muzyki. My edukowaliśmy słuchaczy, którzy chcieli się edukować. Dla nich grupa kilku, czy kilkunastu dziennikarzy radiowców to byli ludzie wiarygodni, swego rodzaju wyrocznie. Byliśmy przewodnikami po różnych stylach. Teraz każdy musi sobie sam radzić. W radiu muzyka jest dziś najczęściej tłem. Nie mówi się o historii punk rocka, czy co to jest Streetpunk, czy co to jest Oj, czym jest Hardcore. Zwłaszcza młodzi ludzie nie mają o tym pojęcia. Pokolenie wychowane na Jarocinach jest doskonale zorientowane. Oni do dziś jeżdżą po festiwalach. Spotykają się ze sobą. Często ci ludzie zrzucają garnitury, zakładają skóry, często są to jacyś prezesi korporacji, dyrektorzy banków, odżywają na takich imprezach. To fantastyczne.
Wracając do pytania. Będąc w Anglii, obserwowałem to wszystko.

Podczas wizyty w Londynie trafił Pan na tzw. ”Nową falę”.
Dokładnie. Jako student jeździłem do roboty i trafiłem na świetny czas dla muzyki. Widziałem Sex Pistols, The Clash. Nie mogłem uwierzyć w jak obskurnych norach grają tacy artyści. W porównaniu te nasze kluby to były pałace. Więc sam gromadziłem nowości. To było jedno źródło. Kolejnym byli wspaniali ludzie, którzy poczuwali się, by wspomagać to wszystko. Słuchacze brali w tym aktywny udział. Niektóre płyty przychodziły ze Szczecina, wiadomo, to marynarze podsyłali. Część ludzi miał jakieś kontakty z Zachodem. Natychmiast pojawiali się przy Myśliwieckiej 3/5/7. Przegranie trwało ok. dwóch godzin. Płyta utrwalona. Po dwóch dniach szło to na całą Polskę. Cała Europa wschodnia tego słuchała. Polskie radio miało duży zasięg. Stali słuchacze później nagrywali to w domach i mogli mieć kolekcję praktycznie wszystkiego co się działo w muzyce na świecie.

Pańskie audycje były takim muzycznym oknem na świat.
To była jedyna audycja z taką muzyką w tej części Europy. To był fajny podział. Było nas kilku redaktorów muzycznych. Każdy miał jakąś specjalizację. Można było mniej więcej spodziewać się, że kolega Niedźwiecki będzie grał to,  Kaczkowski będzie grał coś innego, Beksiński jeszcze inne klimaty. Każdy miał swoje miejsce na antenie. Tak to funkcjonowało. Teraz po 30 latach wspominam, że wiele osób dokładało się do tego, żeby te audycje powstawały. To kapitalna historia.

Miał Pan okazję pracować w prasie, w radiu i telewizji. Które medium jest Panu najbliższe?
To znaczy ja, jako młody chłopak zaczynałem w Cieszynie, to był koniec lat 60-tych. Wojsko się zbliżało, wiadomo. Nie dostałem się na studia, trzeba było uciekać do studium nauczycielskiego. Trafiłem do zespołu, śpiewałem, powygrywałem trochę festiwali bluesowych. Już w szkole pisałem do magazynu Jazz. Później była radiostacja harcerska i prowadzenie audycji bluesowych. W latach 80-tych kiedy głównie zajmowałem się pisaniem pojawiła się przygoda z telewizją, wtedy Nina Terentiew mnie tam ściągnęła. W dwójce był to szalenie popularny program: ”Magazyn na 102”. To były czasy gdy jeszcze nie było MTV, po drugie można było ściągać i przegrywać to co dawała telewizja SKY, czy RTL. Nie istniało wtedy pojęcie ”piractwa”. To co się wyłapało, ściągnęło to puszczaliśmy. Miałem też program Rock Express. Po 21 kończył się film radziecki, a ja wchodziłem z Metallicą, The Ramones, Red Hot Chilli Peppers. Proszę pamiętać, że był to czas komuny. Tak sobie pomyślałem, że jak mi się już tak życie ułożyło to, ten show biznes i tę branżę mogę ugryźć z wszystkich stron. Zacząłem organizować również festiwale.
Radio jest mi jednak najbliższe. Codziennie te kilka godzin audycji robię. Jestem związany ze słuchaczami. Radio to mój drugi dom. Od końca lat 70-tych ciągle Mysliwiecka 3/5/7. Ćwierć wieku ”Trójka”, od 15 lat stacja RDC. Teraz wiele bandów punkowych wraca i coraz częściej spotykamy się na wielu festiwalach. Miałem nawet okazję wziąć udział w teledysku Sexbomby ”Raz przeżyty dzień”. Cały czas staram się być na bieżąco.

Jak Pan myśli, czy radio umrze? Jaka przyszłość czeka prasę? Mamy społeczeństwo obrazkowe. Różne glosy się na ten temat pojawiają.
Są też tacy, którzy nie uznają wersji papierowych. Nie wyobrażam sobie, żeby ludzie przestali czytać książki. Niemcy są cywilizacyjnie przed nami jakieś 25 lat, a czytelnictwo mają duże i to te tradycyjne. O wiele większe niż w Polsce. Nie przeszkadza mi to, że niektórzy wolą mieć książki w formie elektronicznej. To tak jak z płytami. Jest ta oferta wielomilionowa w internecie, ale zawsze znajdą się osoby, które chcą posłuchać płyt. Nie mówię o tych, którzy zbierają winyle. Jest to nisza, ale funkcjonuje produkcja czarnych płyt. Pojawiają się artyści, którzy nagrywają tylko na kasecie. Trwa pewna rewolucja, ale to przetrwa.

Co myśli Pan o nowej muzyce? Co powie Pan na stwierdzenie, że ”Wszystko co najlepsze w muzyce zostało już wymyślone”? Zgadza się Pan z tym? Może jest coś nowego co Panu zaimponowało? Czy jest to głównie powrót do starych rzeczy?
To nie tak, że już niestety wszystko było. Od bluesa się zaczęło. Bez bluesa nie byłoby The Rolling Stones, nie byłoby całego Rythm and bluesa angielskiego. W ogóle niczego by nie było! Musimy przyjąć to jako pewnik, że są korzenie, są te podstawy. Cała historia i to wszystko co się dzieje jest kwestią kreacji i odpowiedniego wykorzystania tej bazy. Jest klasyka. Nie ma siły, żeby coś nowego w muzyce wymyślić. Można tylko opierać się na tych korzeniach. Tzw. ”Back to the roots”.

Zadam Panu pytanie, które Piotr Kaczkowski zadaje większości artystom, z którymi rozmawia. Czym jest dla Pana muzyka? Mógłby Pan podać swoją definicję muzyki?
Dla mnie muzyka jest wszystkim. Bez muzyki nie wyobrażam sobie życia. Mogę niczego nie mieć. Zawsze z tą muzyką byłem ”za pan brat” w sensie, że od dziecka mi towarzyszyła. Bez niej nie naprawdę wyobrażam sobie życia.

Na zakończenie: Czy takie festiwale jak ten w Pankach są potrzebne?
Wrócę do czasów PRL-owskich. Były wtedy pieniądze na to i była cała masa przeglądów, konkursów w każdym województwie, w każdej gminie. Cała masa gwiazd z tych przeglądów się wywodzi. Później wszystko się zawaliło przez kwestię ekonomii i finansów. Widzę jakieś ożywienie. To kwestia podejścia do kultury, do muzyki. Wiadomo, że wszyscy mają jakieś pieniądze. Mamy co chwila święta miast, gmin, każda wieś organizuje festyn. Płaci się po 50, 100 tys. zł za gwiazdy. Tak jest najłatwiej. Wydaje się pieniądze, nikt się nad tym nie zastanawia. Tutaj jest kwestia innego podejścia, rozsądnego i dzięki temu, że za niewielki nakład taką imprezę zrobiono, uważam, że to kapitalna sprawa. Będę wspierał to wydarzenie i lobbował na jego rzecz. Już ja o to zadbam, by ludzie wiedzieli gdzie są Panki.

fot. Krzysztof Świtalski

Plakat VII edycji

pankowisko

Miejska TV