Kto ile dał na kolędzie? Ksiądz w Miedźnie odczytuje nazwiska i kwoty!

Komentarz subiektywny
Kościół p.w Św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Miedźnie został wybudowany w latach 1872-1877. Obecny proboszcz parafii, Andrzej Marian Banaszek stosuje wobec wiernych praktykę, która jest niezwykle rzadko spotykana w cywilizowanym świecie i zdecydowanie bardziej pasowałaby do czasów, w których zbudowano wspomnianą świątynię.

Z Miedźna dotarła do mnie informacja, w którą początkowo trudno było uwierzyć. Wynikało z niej jakoby proboszcz z Miedźna podawał podczas niedzielnych Mszy Świętych nazwiska osób, które kolędę przyjęły i dokładne kwoty jakie od nich otrzymał. Postanowiłem to sprawdzić i wybrałem się na popołudniową Mszę. Będąc na miejscu przez chwilę poczułem ulgę, gdyż mowy o pieniądzach nie było, a jedynie podano plan kolędowy na kolejny tydzień. Niestety mój komfort psychiczny związany z normalnością jaka jawiła się z tamtejszego kościoła, został zmącony tuż przed zakończeniem odczytywania ogłoszeń parafialnych. Dlaczego? Otóż Ksiądz z Miedźna zapowiedział, że ”ofiary” są odczytywane podczas Mszy przedpołudniowej. Plotki zaczynały więc nabierać realnego kształtu.

Udałem się w ostatnią niedzielę na Sumę. Przyznam, że tamtejszy kościół jest piękny pod względem architektonicznym. Tak z zewnątrz jak i w środku wygląda po prostu imponująco. Największe wrażenie robią freski, które zdobią ściany świątyni. Ksiądz Banaszek nie może narzekać także na frekwencję, która pokazuje, że wiernych praktykujących w Miedźnie nie brakuje. Podniosła i dobra atmosfera została w moim odczuciu przerwana właśnie podczas odczytywania ogłoszeń. Prócz stałych punktów, pojawiła się swego rodzaju groźba, tudzież zwrócenie uwagi tym, którzy wizyty duszpasterskiej nie przyjęli. Tacy nie mogą liczyć na otrzymanie zaświadczeń wystawianych przez parafię, a które to są niezbędne by np. zostać ojcem, czy matką chrzestną.

Ciekawe tylko jak proboszcz jest w stanie stwierdzić czy dana osoba jest wierząca i praktykująca, czy też nie? Żyjemy w czasach gdy wiele młodych osób wyjeżdża na studia do dużych miast w Polsce. Czy jeśli rodzic studenta nie przyjmie kolędy, to ten student, który przebywa np. we Wrocławiu ma za to zapłacić problemami podczas wydania prostego zaświadczenia, mimo że w miarę możliwości chodzi do kościoła w innym mieście? Czuć było w słowach księdza nutkę szantażu. Znając jednak życie, pewnie papierek i tak zostanie wydany, tyle że ”co łaska” wyniesie więcej w takim przypadku.

Później proboszcz przeszedł do konkretów i w niezwykle szybkim tempie zaczął odczytywać nazwiska osób oraz kwoty jakie przekazali parafianie podczas kolędy. To było po prostu żenujące! W pierwszej chwili pomyślałem o tym jak w tej sytuacji czuje się ubogi mieszkaniec siedzący w ławach kościelnych, który jest oficjalnie wyczytany na Sumie, który być może dał proboszczowi swoje ostanie pieniądze, dajmy na to 50 zł w zestawieniu z kimś kto ofiarował księdzu 200 zł?

Jaki jest cel takiego postępowania? Mogę się tylko domyślać, że pod przykrywką transparentności zmusza się ludzi do szczodrych datków. W końcu ”skoro większość daje minimum 100 zł. to i ja muszę tyle dać, bo będzie wstyd!”. Mam wrażenie, że sprawa dotyka tych najbiedniejszych, ale także osoby starsze, które często są z natury ”bogobojne”. Specyfika życia w niewielkiej miejscowości jest taka, że gdy po jednej stronie wioski ktoś kichnie, to na drugim końcu padnie ”na zdrowie” – jednym zdaniem – ludzie lubią plotki i ciężko cokolwiek ukryć. Jeśli zatem proboszcz odczytuje dokładne kwoty, jakie otrzymuje od darczyńców, to w społeczeństwie zaczyna funkcjonować mechanizm ”zastaw się, a postaw się!”. Zapewne cały proceder eliminuje także przypadki gdy dana osoba przyjmowała kolęde, ale nie przekazywała środków, gdyż po prostu ich nie posiadała. Sam znam rodziny, które mają w swoim domu zawsze otwarte drzwi dla sługi bożego, jednak nie zawsze oznaczały one także otwarte portfele z powodu zwykłej prozy życia. Wiem jednak, że ludzie na wsi swój honor mają i mierząc się z praktyką, która jest stosowana w Miedźnie, pewnie wolą pożyczyć od kogoś banknot i przekazać go księdzu, by nie wyjść przed wszystkimi na sknerów. Co by nie mówić, to metoda ks. Banaszka jest bardzo skuteczna.

Podawał On datki z ulic: Wiktorowskiej, Konopnickiej, Częstochowskiej, Łąkowej, Sienkiewicza, a także z Kołaczkowic Małych, Wapiennika i Izbisk Dużych. Według kwot, które odczytywał łatwo policzyć, że zebrano blisko 24 tysiące złotych! Ksiądz podsumował całość zdaniem: ”Bóg zapłać za złożone ofiary, pozostała część ofiar także z tego tygodnia będzie czytana za tydzień”. Czyli to nie wszystko co zebrał! Pamiętajmy też, że kolędowanie rozpoczęło się po nowym roku i nadal trwa.

Dotarłem także do osoby, która swego czasu mocno zaznaczyła podczas kolędy, że nie życzy sobie, by być wyczytana w trakcie Mszy. Co zrobił ks. Banaszek? Podał kwotę, którą określił jako ”ofiarę bezimienną” podając przy tym miejscowość i dokładny adres! Tak! Właśnie tak! Czyli jest sposób na niepokornych!

Mam radę dla proboszcza. Niech w przyszłym roku udoskonali swój genialny model. Radzę pobierać w trakcie kolędy zaświadczenia o dochodach! Może za ostatni miesiąc, lub za trzy miesiące? Może za cały ubiegły rok? To byłoby bardziej miarodajne Księże Proboszczu! Jak bowiem porównać fakt, że jedna rodzina przekazała np. 300 zł, a druga 100? Suche liczby pokazują, że Ci pierwsi są bardziej szczodrzy, a może w rozumieniu księdza ”lepsi”? Weźmy jednak pod uwagę, że Ci, którzy dali te 300 zł być może zarabiają przykładowo 10, czy 20 tysięcy w skali miesiąca, a dla tych drugich 100 zł może oznaczać spory wydatek jeżeli ich wypłata oscyluje wokół 1500 zł.

Ponoć ks. Banaszek odczytuje te ofiary od lat. Pomijając to, że taka praktyka jest najprawdopodobniej niezgodna z prawem, w końcu dane osobowe są chronione, to Jego postępowanie jest po prostu żenujące i upokarzające zwykłych ludzi. Rozmawiałem o całej sprawie z wieloma osobami, które żyją blisko Kościoła. Chciałem poznać ich zdanie. Moi rozmówcy nie kryli oburzenia. Po opisaniu procederu najczęściej słyszałem pytanie: ”żartujesz?”. Niestety to co dzieje się w Miedźnie brzmi jak żart, ale nim nie jest.
Rozumiem, że kościół musi mieć jakieś pieniądze na tzw. utrzymanie. Czy jednak księża nie mogą przynajmniej spróbować zachowywać się w bardziej cywilizowany sposób? Na Górnym Śląsku, który jest mi bliski, stosuje się różne praktyki dotyczące datków. Najbardziej podoba mi się ta, gdzie przyjmujący kolędę wkłada pieniądze do koperty, która jest niepodpisana, a ta trafia do całej reszty kopert. Czyż takie rozwiązanie nie jest bardziej sensowne? Jeśli natomiast proboszcz zasłania się transparentnością, czyż nie mógłby podawać ile zebrał całościowo na danej ulicy?

Kościół powinien łączyć ludzi, a to co robi ks. Banaszek po prostu ich dzieli. Stawiam także tezę, że odpycha w ten sposób od kościoła wielu młodych ludzi, a tych, którzy uważają, że dla księży najważniejsze są pieniądze – utwierdza w swoich przekonaniach.

Sebastian Zielonka
zielonka@miejska.info.pl
Fot.: www.miedzno.pl

Miejska TV