Trener kadetów AZS o swoich podopiecznych

Podopieczni Pawła Tomaszewskiego zostali mistrzami Polski. Zwycięstwo wymagało od młodych zawodników wiele wyrzeczeń.

Na Mistrzostwach Polski Kadetów w Szczytnie w decydującym meczu Eco-Team AZS 2020 Stolzle Częstochowa pokonał MOS Wola Warszawa 3:0.

To był męczący tydzień dla zawodników AZS, bo nie mówimy o tylko jednym meczu, ale tak naprawdę o całej serii spotkań.
Turniej trwał od środy do niedzieli. Część drużyn kończyła go w sobotę, ponieważ ci, którzy walczyli o miejsca 7., 8., 6., 5. grali wtedy swoje ostatnie mecze, natomiast my wyjechaliśmy do Szczytna w poniedziałek rano. Na miejscu trenowaliśmy. Mieliśmy możliwość, żeby się zapoznać z halą. Także to był ciężki tydzień od poniedziałku do niedzieli.

Zastanawiam się, czy zmieniały się nastroje wśród zawodników. W piątek, w sobotę, kiedy wyniki mówiły same za siebie.
Tak. To też było widać po naszych meczach, ponieważ dla wszystkich drużyn ważny był start. Może najważniejszy. W udziale przypadł nam mecz z Nowym Sączem, z którym mieliśmy wcześniejsze doświadczenia, ponieważ graliśmy z nimi ćwierćfinał. Dwie drużyny awansowały dalej i graliśmy z nimi o pierwsze i drugie miejsce. Byliśmy na takim etapie, jako drużyna, że w tamtym meczu przegraliśmy z nimi 3:0. Nerwowo, bez pokazania charakteru. Mieliśmy pewne obawy co do pierwszego meczu, jednocześnie bardzo chcieliśmy się zrewanżować.

Dla każdej drużyny pierwsze mecze były bardzo trudne, tak i dla nas, natomiast zagraliśmy bardzo dobrze w kilku elementach. W kolejnym dniu graliśmy z Resovią Rzeszów. Waga tego meczu była wyższa, ponieważ zwycięstwo w drugim dniu teoretycznie dawało przepustkę do półfinału. Ten mecz przebiegał inaczej. Był grany w dobrym stylu, z charakterem.

 

Myślę, że po tych dwóch dniach nastąpiła pewna zmiana. Chłopcy zobaczyli, że są w stanie pod presją grać i wygrywać. Zobaczyli, że są dobrze przygotowani. Zobaczyli siebie na tle innych drużyn i myślę, że wiara w końcowy efekt naszej wyprawy była w tym momencie wyższa. Następnie graliśmy z Treflem Gdańsk o pierwsze miejsce w grupie i walkę w półfinale z teoretycznie słabszym przeciwnikiem. Wygraliśmy 3:0, ale to nie był łatwy mecz, tak samo, jak dwa poprzednie, ponieważ w każdym ze spotkań musieliśmy naprawdę dać z siebie maksa.

Jeśli chodzi o mecz finałowy, tak mi się wydaje w każdym razie, wywołujący najwięcej reakcji wśród pana podopiecznych był trzeci set ze względu na problemy, jakie się pojawiły.
Na finał wyszliśmy jako drużyna już pewna swoich możliwości, swoich umiejętności i bardzo wierząca w siebie. Wiedzieliśmy, że możemy wygrać na tym turnieju z każdym i nie wychodziliśmy na boisko ze strachem w oczach. To było bardzo ważne. Tutaj był znowu wynik 3:0, natomiast w trzecim secie było trochę więcej emocji, niż powinno. Igor Gniecki w jednej z akcji podkręcił lekko stopę. Było zagrożenie, że nie dokończy tego meczu. Musieliśmy go znieść z boiska, ponieważ pierwszy moment bólu był bardzo duży, natomiast po kilku minutach okazało się, że ta kontuzja nie jest tak groźna, na jaką wyglądała. Mogliśmy wrócić do gry z Igorem.

Zakończyło się to wszystko sukcesem. Zapytam tylko, co teraz?
Ci zawodnicy w tym turnieju zagrali pięć najlepszych swoich meczów w życiu. To był egzamin. Zakończenie pewnego etapu. Kończą wiek kadeda. W przyszłym roku będą już grali jako juniorzy i ten egzamin był im potrzebny, żeby w wiek juniora wejść, jako mistrzowie Polski, z wiarą we własne możliwości, umiejętności i bez żadnej niepewności co do tego, że mogą rywalizować z każdym, natomiast oczywiście wszystko weryfikuje boisko. Czekają ich dwa lata mozolnych treningów. Czekają ich dwa lata wielu wyrzeczeń, ale to są pasjonaci siatkówki, którzy trenują już od wielu lat i jestem pewien, że każdy z nich będzie dążył do realizacji kolejnych celów.

Z Pawłem Tomaszewskim rozmawiał Krzysztof Rygalik
Fot.: Eco-Team AZS 2020 Stolzle Częstochowa

Więcej: AZS Mistrzem Polski Kadetów

Miejska TV