Nietanie parkowanie przy częstochowskim markecie

Mieszkańcy Częstochowy do cennika zapewne już się przyzwyczaili. Dla przyjezdnych postój przy markecie może być drogą niespodzianką. Za pozostawienie samochodu, nawet po zrobieniu zakupów, nakładane są opłaty parkingowe.

Kobieta z dzieckiem aż płakała, bo weszła na zakupy. Mimo że zrobiła zakupy, pan jej sto złotych kazał opłacić. Nawet nie zaoferował paragonu fiskalnego. To jest straszne. Tylko kartkę, że trzeba sto złotych wpłacić w ciągu trzech dni – mówi mieszkanka Kłobucka, którą spotkała podobna historia. Nie zauważyła znaku przy wjeździe, weszła do marketu, przy okazji udała się do Urzędu Wojewódzkiego. Po powrocie znalazła kartkę z kwotą. Chciała zapłacić, ale mężczyzna siedzący w samochodzie nie miał kasy fiskalnej. – Teraz jesteśmy szantażowani, że mogę się odwołać w ciągu trzech dni od tej kwoty. Potem 300 złotych mam zapłacić – stwierdza.

Parking przy ulicy nie jest darmowy. Nadzór nad nim sprawują pracownicy przedsiębiorstwa Prawne Rozwiązania Parkingowe, a zasady korzystania objaśnia wywieszony regulamin, według którego osoba niestosująca się do obowiązujących zasad zawiera umowę najmu. O naruszeniu regulaminu kierowca dowiaduje się ze znalezionej na pojeździe kartki papieru, czyli ”protokołu nałożenia opłaty parkingowej”, który w swojej formie może przypominać mandat. Zapłata ma nastąpić bezgotówkowo. Faktura wystawiana jest na życzenie.

Ludzie nie wiedzą, że przekraczają linię parkingu prywatnego. Za godzinę mam sto złotych zapłacić? W Filharmonii byłam, parkowałam, podszedł pan, zapłaciłam 6 złotych za godzinę, dostałam paragon fiskalny – mówi klientka sklepu. W okolicy Auchan obecność kierowcy przy ”nałożeniu opłaty” zależy od przypadku. Jeśli jest obecny w samochodzie, odbywa się to przy nim. Jeśli nie, naruszanie regulaminu jest stwierdzane dzięki notatce, protokołowi i zdjęciom. – Nie tylko ja w takiej rozpaczy byłam, ale też pan z Ukrainy, który nie wiedział, co ma robić – zauważa kobieta. Oczywiście może zdarzyć się pomyłka, ale firma pomyślała o drodze odwoławczej.

 

Nie jest to żaden organ publiczny, sąd albo urząd. ”Odwołanie” od wyglądającej dla niektórych jak mandat ”opłaty”, która jest po prostu usługą, ma charakter wewnętrzny. To reklamacja. Anonimowe ”odwołania” według zapewnień nie będą rozpatrywane i pozostaną bez odpowiedzi, firma natomiast w ”protokole” wymaga aż czterech danych. Są to imię i nazwisko, adres pocztowy, PESEL lub ID, telefon oraz mail. Nieczęsto zdarza się podawać takie informacje w trakcie regulowania rachunku za strzyżenie albo przewóz autobusem. Według zarządcy, wbrew pismu, podanie PESEL-u jest jednak dobrowolne. Klienci są natomiast w trakcie reklamacji zobowiązani do wpisania adresu, ponieważ jest spółce niezbędny do ewentualnego dochodzenia roszczeń.

Do naruszenia regulaminu dochodzi na różne sposoby. Można opuścić teren i zostawić przy markecie samochód. Można pozostawić auto w niedozwolonym miejscu albo stać zbyt długo. Można zgodzić się, że złamało się obowiązujące przy Auchan zasady albo się nie zgodzić, ale wtedy zaczyna się problem. Niewiele osób chętnie dzieli się informacjami o sobie, a żeby nie płacić za usługę, jest to konieczne. – Napisałam odwołanie, ale to nic nie daje – mówi kłobuczanka. – Nie widzimy żadnego normatywnego uzasadnienia do unieważnienia nałożonej opłaty. Piszą, że jest oznakowanie, że zajęłam prywatny teren, że mam zapłacić sto złotych za dzierżawę.

Nie jest to niezgodny z prawem sposób pobieranie opłat, jeśli faktycznie istnieją ku temu podstawy. Przy wjeździe na parking stoją tablice, które streszczają zasady panujące przy Focha. Widnieje również napis, że jest to teren prywatny, obiekt jest natomiast monitorowany. Dowiedzieć się również można, iż w przypadku braku płatności sprawa zostanie skierowana na policję. Rzeczywiście, sprawy przed sądami kończą się wyrokami nakazowymi. – Jakie lichwiarskie kary – mówi kobieta. Przynajmniej ceny już obejmują podatek VAT.

Krzysztof Rygalik
rygalik@miejska.info.pl
Fot.: Krzysztof Rygalik

Miejska TV