Skandal w częstochowskim klubie. Ochroniarz uderzył klientkę z powodu tęczowego swetra?

Przed częstochowskim klubem Rura doszło do sporu między ochroniarzem a klientką. Powodem był m.in. sweter w barwach tęczy. Interweniowała policja. Kobieta będzie się domagać odszkodowania w sądzie. Mężczyzna stracił pracę.

Klientka znajdującego się w Alejach klubu skarży się nie tylko na pracującego tam ochroniarza, ale również na działania policji. Twierdzi, że dyżurny nie chciał przyjąć zgłoszenia, twierdząc, że nic jej nie jest. Do incydentu doszło w nocy 28 lipca, a kluczowy w tej sprawie jest sweter z tęczowym sercem, w który kobieta była ubrana.

Pokrzywdzona relacjonuje, że około 1:00-2:00 w nocy wraz z przyjaciółką poszła do lokalu pod wpływem alkoholu. – Wchodząc za bramę na plac przed Klubem powiedziałam do tego człowieka pół żartem pół serio, że ma taką minę, że nie wiem czy mam ochotę tam wchodzić – pisze Karolina Krauze. Kobieta stwierdza, że czekała w kolejce do wejścia, nieopodal natomiast stanęło dwóch mężczyzn, w tym ochroniarz, który miał z użyciem wulgaryzmu powiedzieć, że z powodu ubrania klientka nie dostanie się do środka.

Doszło do sprzeczki. Według relacji nie skończyło się to jednak na słowach. – Na co on znów po raz kolejny powtórzył, że mam s***, w końcu uderzając mnie najprawdopodobniej pięścią w twarz. Od razu krew, rozcięte usta, krew z nosa – pisze kobieta, która nie ukrywa, że chciała również użyć siły, ale ochroniarz miał ją kilkukrotnie przewrócić na ziemię i dusić za szyję. W tym czasie w kolejce biernie miało czekać kilkadziesiąt osób.

 

Komenda Miejska Policji w Częstochowie potwierdza, że w nocy z soboty na niedzielę w jednym z lokali w centrum miasta doszło do interwencji funkcjonariuszy, związana z szarpaniną, jaka wywiązała się między klientką lokalu a ochroniarzem. Sprawa jest w toku. Zostanie m.in. zabezpieczony monitoring oraz przesłuchani zostaną świadkowie.

Kobieta miała doznać szeregu urazów, takich jak skręcenie i naderwanie stawów oraz więzadeł, stłuczenie głowy i szyi, rany tłuczone wargi dolej i górnej, skręcenie kręgosłupa szyjnego. – Jestem w wielkim szoku po tym co mnie spotkało, tym bardziej, że kupując kilka miesięcy temu ten sweter ani przez chwilę nie skojarzył mi się z propagowaniem czegokolwiek. Jestem świadkiem ale i ofiarą tego, że w Polsce mamy już bardzo poważny problem, o którym nie miałam zielonego pojęcia aż do dzisiaj… – relacjonuje. Konsekwencje szybko spotkały pracownika ochrony. Według oświadczenia Pełnomocnika Zarządu Towarzystwa TFK sp. z o.o. doszło do ”natychmiastowego” przerwania współpracy z osobą, która brała udział w zajściu.

Kierownictwo klubu również zabrało publicznie głos i oświadczyło, że mężczyzna rażąco przekroczył swoje uprawnienia. – Całym zajściem jesteśmy bardzo oburzeni i nie tolerujemy takich zachowań. Jesteśmy neutralni politycznie, etnicznie i kulturowo – deklarują zarządzający Rurą. Kobieta natomiast zapewnia, że będzie domagać się poniesienia konsekwencji przez firmę ochroniarską. Zamierza również domagać się odszkodowania finansowego. – Dziś, przez to serduszko na swetrze firmy GAP miałam bardzo, ale to bardzo duże kłopoty. Aż tak duże, że wylądowałam w odwiedzinach na SORze…. W jakiej Polsce przyszło mi żyć?! – pisze Karolina Krauze.

Incydent ma szerszy kontekst. Barwy tęczy stały się symbolem środowisk LGBT, które w minionych miesiącach zainicjowały m.in. drugi Marsz Równości w Częstochowie, który pokrywał się z organizowaną tego samego dnia pielgrzymką Radia Maryja. Podobną demonstrację zorganizowano w Białymstoku, gdzie doszło do aktów przemocy i funkcjonariusze policji zatrzymywali przeciwników marszu.

Krzysztof Rygalik
rygalik@miejska.info.pl

Więcej: Relacja uczestniczki zdarzenia
Więcej: Oświadczenie właściciela i kierownictwa klubu Rura

Dokładnie tak ubrana była Pani Karolina podczas zdarzenia:

Miejska TV