Czułe dotknięcia kina

Hasło tegorocznych Nowych Horyzontów brzmi ”Kino, które dotyka”. Różne są te dotknięcia – czułe, bolesne, złe, czasem po prostu bardzo słabe. Różne są wrażenia po tych dotknięciach – zdarzają się blizny, które ciężko usunąć, ale czasem czuje się po prostu ulgę. Ta różnorodność i prędkość emocji jest jak taniec – szybki, szybki, wolny i tak dalej, a film jest partnerką – nawet gdy agresywna próbujesz ją okiełznać swoją czułością. Grand Prix tegorocznego festiwalu przypadł Markowi Jenkinowi za morski i staromodny film ”Przynęta” – to był chyba staromodny walc, film o tym, że w życiu powinniśmy przestrzegać zasad, ale to takie staromodne w pędzącym na złamanie karku świecie technologii i rozrywki. Pozostaje nam tęsknota, więc to był najważniejszy film ostatnich trzech dni festiwalu. I baśniowa ”Wiejska ciuciubabka” Terayamy – to z kolei magiczny taniec derwisza. Naćpany i nachlany Moondog w filmie ”Plażowy haj” Harmony Korine’a to szalony rock’n’roll. I wiele innych tańców w te trzy dni.

Czwartek
Przynęta”. Zdobywca Grand Prix w konkursie Nowe Horyzonty. Oldskul, który dotyka. Mark Jenkin nakręcił film o rybaku bez złotej rybki, rybaku, który walczy o przetrwanie w skomercjalizowanej rzeczywistości nadmorskiego miasteczka. Efekt zderzenia światów, jaki został uzyskany, jest bardzo ciekawy – zdjęcia na czarno-białej 16-ce zostały zmontowane w charakterystyczny dla kina niemego sposób, ale to, co widzimy na ekranie, jest całkiem współczesne. Gorszy pieniądz wypiera lepszy – mówi Jenkin. Rozrywka i tandeta wypiera pracę i wierność zasadom. To nie jest kraj dla starych ludzi. 7/10

Zabierz mnie w jakieś miłe miejsce”. Reż. Ena Sendijarević. Bardzo dobre kino drogi z Bałkanów. Słodko-gorzkie refleksje nie pozbawione są tutaj humoru, który lubi zahaczać o czerń. Film z jednej strony poetycki i szlachetny w formie, z drugiej nie brak w nim tej dozy szaleństwa, która sprawia, że historia ma “zakręconą” bohaterkę, którą da się lubić, “zakręcone” sceny rodzajowe i “zakręcone” obserwacje. 7/10

Varda według Agnes”. Reż. Agnes Varda. Kolejna filmowa biografia w tym roku na Nowych Horyzontach. Agnes Varda, reżyserka francuskiej Nowej Fali, łączyła w swojej twórczości dokument i fabułę, chcąc pokazać swoją prawdę. W swoim ostatnim przed śmiercią filmie dokonuje podsumowania – opowiada o całej swej twórczości, inspiracjach i sile tworzenia z charakterystyczną dla niej czułą drapieżnością. Jeśli miałbym określić, czym jest kino kobiet, to twórczość Vardy byłaby najlepszym przykładem – liryzm, wręcz czułość, połączone z ważnymi tematami, które potrafią zaboleć bardzo mocno. 8/10

 

Van Gogh. U bram wieczności”. Reż. Julian Schnabel. Van Gogh wg Schnabla. Van Gogh był twórcą niezrozumianym, chyba nie miał nawet świadomości przełamywania schematów w sztuce. Dziś popkultura upupia jego malarstwo, a fototapety ze słonecznikami jakże często zdobią mieszkania wielbicieli twórczości. Taką fototapetą był “Loving Vincent” – łzawa historyjka opowiedziana na kolorowo i bajerancko. Julian Schnabel ma już na swoim koncie niezłego Basquiata, ale dlaczego po raz kolejny musiał bohaterem uczynić holenderskiego malarza? Może chciał odczarować tę fototapeciasrską aurę? Ale efekt mimo Willema Dafoe i innych gwiazd na ekranie okazuje się mizerny. Ten film nie ma tempa, jest rozmemłany wizualnie i wydaje się całkowicie bez pomysłu. A ten pomysł, ta idea musiała być u podstaw dzieła, by kolejny raz reinterpretować życiorys Van Gogha. Za dobre chęci, którymi jest piekło wybrukowane 4/10.

Plażowy haj“. Reż. Harmony Korine. Balanga trwa i to na całego. W roli Moondoga, czyli współczesnego Lebowskiego, Matthew McConaughey, który robi wszystko na P i wcale się tego nie wstydzi. Co jest ważne w tym filmie? Wszystko na P. Ale najważniejszy jest sam Moondog, choć w filmie występuje też Snoop Dog. Harmony Korine dla imprezowiczów. 7/10

Piątek
Mowa ptaków”. Reż. Xawery Żuławski. “Mowa ptaków” pewnie miała być hołdem dla Andrzeja Żuławskiego, a była sumą wszystkich strachów polskiego inteligenta doby PiSu – ta cykoria może śmieszyć, ale to nie jest śmiech zamierzony, czyli komisja gdyńskiego festiwalu miała rację, a nasze wojowanie czyni nas tak samo śmiesznymi, jak popisy aktorów na ekranie i “trud” reżysera. Za wrobienie w tę niezręczną sytuację 3/10.

Rosyjski młokos”. Reż. Aleksander Zołotuchin. Symfonia Prokofiewa tłem dla historii niewidomego rosyjskiego “młokosa” podczas I wojny. Ładna impresja filmowo-muzyczna. 6/10

Tam gdzieś musi być niebo“. Reż. Elia Suleiman. Komedia palestyńska – mówi to panu coś? A jednak można w stylu Jaquese’a Tati z nieśmiertelnym panem Hulot. W roli głównej sam reżyser, który cały czas milczy i dziwi się światu. 7/10

Wiejska ciuciubabka“. Reż. Shuji Terayama. Z cyklu stare filmy na Nowych Horyzontach. Wstrząsająco piękne. I baśniowe. I mądrze. I poetycko. I prawdziwie. I uniwersalnie. I mógł to być filmowy Paulo Coehlo, ale nie był, dlatego 9/10.

Spermula“. Charles Matton, r. 1976. W porównaniu do filmu Catherine Breillat ”Prawdziwa dziewczyna” film Mattona to lekka komedia erotyczna o zabarwieniu feministycznym i ze szczyptą SF. Nic takiego, a na seans ludzi przyciągnął tytuł “Spermula” – pierwotnie miał on brzmieć “Miłość to rzeka w Rosji”. Widać moc marketingu. 5/10

Sobota
Młody Ahmed”. Reż. Bracia Dardenne. Bracia D. w swoim stylu o radykalizacji w kolejnym pokoleniu Ameryki nie odkrywają, mówiąc dość wyraźnie, że prawdziwi nauczyciele są gdzie indziej, a nie w szkole. Młyn na wodę antyemigrantów, antyszczepionkowców i antychemitrialsów. 6/10

Likwidacja”, ”Jak Fernando Pessoa uratował Portugalię”, ”L. Cohen”. Nazwisko Pessoa jest dla mnie jak magnes. Trzy filmy w jednym zestawie. ”Likwidacja” – gość zamalowuje stare obrazy, niezłe, ale mogło być lepsze; ”Pessoa” – genialny krótki film na bazie trzech wierszy poety i hasła reklamowego Cola Loki (wiadomo – zero product placement, więc zrzyna z ”Lemoniadowego Joe”), które uratowało Portugalię przed demonami ukrytymi w butelce z charakterystyczną długą szyjką. Kupa śmiechu. A teraz najlepsze. ”L. Cohen” – jedno ujęcie kamery, po lewej dwie metalowe beczki, żółty kanister i czarne worki, po prawej maszyna rolnicza w kolorze czerwonym, dalej słupy wysokiego napięcia, w górze błękitne niebo – i tak przez 45 minut. Film wyraża stan ducha mieszkańców stanu Oregon doby Trumpa. Wymaga głębszej refleksji. Za ostatni film 10/10, za zestaw 7/10.

Sławomir Domański
Fot.: https://www.baitfilm.co.uk

Miejska TV