Tragedia w domu jednorodzinnym na Gnaszynie

Rodzina prosi o pomoc. Domowników obudził pożar. Ogień zajął dach i gwałtownie się rozprzestrzeniał. Napraw trzeba dokonać przed zimą.

1 września dla częstochowskiej rodziny wydarzyła się tragedia. Dotąd wciąż nie wiadomo, co dokładnie się stało. Podejrzewa się, że to wina instalacji elektrycznej. Coś, co może zdarzyć się w każdym mieszkaniu. W niedzielę z samego rana, kiedy wiele osób wciąż śpi, pojawiło się spięcie. Ogień zajął deski, potem belki stropowe.

Dom nie stał pusty i mieszkała w nim cała rodzina. Tego poranka spało tam wiele osób, w tym dziecko i prababcia, która przyjechała w odwiedziny. Szczęśliwie wszyscy zdążyli się obudzić. Tymczasem ogień był coraz większy i z dziury w dachu buchały płomienie. – Gęsty, czarny dym zaczął lecieć – opowiada Mateusz Gruca, jeden z lokatorów. – Próbowaliśmy to gasić na własną rękę. Na szczęście bardzo szybko przyjechała straż pożarna. Chcielibyśmy jeszcze raz podziękować straży pożarnej. Wszystkim jednostkom, jakie przyjechały z okolic.

Udało się uratować większość pokoi, gdzie były m.in. dokumenty czy ubrania. Straż, która przyjechała na miejsce około siódmej, odjechała dopiero w południe. Dach zabezpieczyła plandeką. – Następnego dnia zaczęło padać. Przy drugim kominie zaczęła się dostawać wilgoć. Siostrze woda zaczęła się lać po pokoju. Próbowaliśmy to zabezpieczyć na własną rękę – opisuje młody mężczyzna. W tym samym czasie pomóc, na ile to było możliwe, postanowili znajomi. W tej chwili, dopóki nie nadeszły ulewy czy wichury, woda nie zalewa mieszkania.

Udało się uratować parter i tutaj jak dotąd deszcz nie przedostał się do środka. Większość piętra natomiast została zniszczona lub uszkodzona przez ogień i nadaje się tylko do remontu. Domownicy do dziś nie mieli czasu, aby wynieść wszystkie rzeczy z góry, na przeszkodzie stoi bowiem praca i rozłąka. Rodzina mieszka w różnych dzielnicach Częstochowy u krewnych i przyjaciół. Dach trzeba będzie zbudować od początku. Odór spalenizny przesiąka wszystko i codziennie trzeba otwierać okna i drzwi.

Straty są ogromne, a rodzina prosi o ratunek, aby można było rozplanować prace przed zimą, dopóki pogoda nie zdewastuje całego domu. Nie minęły dwie godziny od pożaru, a pojawił się pierwszy człowiek, który przyszedł ze wsparciem. – Chciałbym podziękować w tej chwili Mateuszowi Jeziorskiemu, za to, że dał mi siłę do działania – mówi Mateusz Gruca. – Ile razy się w telewizji słyszy o jakiejś tragedii. Teraz ta tragedia dotknęła nas – mówi. Później pomocną dłoń zaczęły wyciągać inne osoby. Pomóc może natomiast każdy, ponieważ na odbudowę domu prowadzona jest akcja w serwisie zrzutka.

Krzysztof Rygalik
rygalik@miejska.info.pl

Więcej: Tragedia w domu jednorodzinnym

 

Miejska TV