Do chemikaliów trzeba się przyzwyczaić?

Tematem nadzwyczajnej sesji RM były przede wszystkim nielegalne składowiska na terenie Częstochowy. Otwarte pozostaje pytanie, kto zutylizuje odpady oraz ile to będzie kosztować.

Sam koszt utylizacji to znaczna część budżetu miasta, chociaż władze wojewódzkie podkreślają, że nie muszą być to środki gminy. W tej chwili wiadomo o czterech nielegalnych składowiskach, które odkryto w 2018 r. Według Urzędu Miasta Częstochowy tereny, na którym są przechowywane odpady, to własność Skarbu Państwa w wieczystym użytkowaniu podmiotów gospodarczych lub w przypadku ul. Hallera osoby fizycznej.

Kilka milionów kilogramów
W maju 2018 r. samorząd miał dostać wniosek właścicieli nieruchomości przy ul. Filomatów, aby im pomóc, ponieważ w hali magazynowej zostały złożone odpady. – Szacujemy z powierzchni i gabarytów budynku, że może ich tam być w granicach 3-4 tysiące ton – mówi Naczelnik Wydział Ochrony Środowiska, Rolnictwa i Leśnictwa UM Częstochowy Andrzej Szczerba. Co istotne, sama prokuratura zakładała, że składowisko ma wielkość nie mniejszą niż ok. 970 ton. Odpady są w tym miejscu składowane na paletach, w metalowych beczkach lub pojemnikach typu mauzer. – Szacuję, że może być tego ok. 2,8 tys. do 3,5 tys. ton, natomiast informacje, które mamy z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska szacują, że może być ich nawet maksymalnie 4,5 tys. ton – wymienia naczelnik. Dotychczas na polecenie prokuratury pobrano próbki z 72 pojemników.

Nie udało się określić źródła pochodzenia tych substancji chemicznych, ustalono natomiast, że mają niebezpieczne właściwości. Hala, która ma powierzchnię ok. 1600 metrów kwadratowych, została wynajęta przez firmę-słup, a w momencie ujawnienia składowiska budynek był zabezpieczony przed dostępem osób trzecich. – 15 maja WIOŚ od razu wystąpił do Prezydenta Miasta Częstochowy, do komendanta Państwowej Straży Pożarnej i do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego dla miasta Częstochowy o podjęcie stosownych działań zgodnie z posiadanymi kompetencjami – wymienia Andrzej Holecki, Zastępca Śląskiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska. Równocześnie zostało skierowane zawiadomienie do miejscowej Prokuratury Rejonowej.

Problem nie zniknął. Jeszcze w lipcu ubiegłego roku okazało się, że pierwszy raz przy Filomatów doszło do wydostania się przechowanych tam substancji, które wyciekły przez zamkniętą bramę. Zostały pobrane próbki. WIOŚ natomiast zwrócił się do prezydenta miasta z wnioskiem o podjęcie działań z art. 26 ustawy o odpadach. W nieodległym czasie, w październiku tego roku, jeszcze raz ujawniono rozszczelnienie pojemników. Wydostało się ok. 80 litrów, jednak to prawdopodobnie nie wszystko. – Były ślady substancji na posadzce, świadczące o możliwości wcześniejszego rozszczelnienia i wyschnięcia – zauważa Andrzej Holecki. Znów pobrano próbki. Na miejscu były obecne straż pożarna, prokuratura, policja, magistrat, a także WIOŚ, który wystąpił do włodarza Częstochowy o informacje na temat podjętych dotychczas działań ze wspomnianego art. 26 oraz 26a ustawy.

Nie ustalono źródła
Kolejne znane składowisko odkryto również półtora roku temu. 26 kwietnia przy ul. Legionów notatkę o zgromadzonych odpadach sporządziła Straż Miejska. Według oświadczenia użytkownika wieczystego nieruchomości na tym terenie jest zgromadzonych około 100 beczek i około 100 ton odpadów pochodzących z przetwarzania odpadów, 150 ton z demontażu pojazdów oraz 500 ton zbelowanych odpadów. Pobrano 35 próbek, ale znów nie ustalono źródła pochodzenia. Odpady skupione w tym miejscu posiadają łatwopalne właściwości.

Wobec ul. Koksowej zawiadomienie od właściciela o zmagazynowanych odpadach magistrat otrzymał 10 kwietnia 2018 r. Mowa tutaj o 1400 paletach ze zbiornikami typu mauzer i 200-litrowymi beczkami. Najpierw były zgromadzone w magazynie, ale miały zostać ze względu na uciążliwości dla innych podnajemnców wystawione na zewnątrz. Pobrano 54 próbki do badań.

Ponownie nie ustalono pochodzenia substancji chemicznych, ale uznano, że posiadają niebezpieczne właściwości. Jeśli chodzi o czwarte składowisko, przy ul. Hallera, informuje o nim notatka Straży Miejskiej z 7 sierpnia tamtego roku. To teren prywatny. – Właściciel przyszedł na działkę i zobaczył, że z tyłu, na końcu działki za jego budynkiem, znalazło się zmagazynowanych około stu sztuk zbiorników typu mauzer, czyli 1000-litrowych – objaśnia Andrzej Szczerba. Właściciel sam miał powiadomić służby. W trakcie postępowań prokuratorskich pobrano 30 próbek do badań. Sytuacja się powtórzyła. Również wiadomo, że substancje są niebezpieczne, ale pozostaje zagadką, skąd pochodzą.

Nie zapowiada się, że będzie lepiej
Najpierw na 11, następnie na 16 października wyznaczono XVIII nadzwyczajną Sesję Rady Miasta Częstochowy, której głównym punktem była informacja prezydenta właśnie na temat nielegalnych składowisk chemikaliów na terenie miasta. Obrady w większym stopniu skupiły się na kwestii poniesienia kosztów za utylizację i zmian w prawie niż na problemie składowania odpadów w miejscu zamieszkałym przez ludzi. Wiceprezydent Andrzej Babczyński zauważył, że odkąd samorząd dowiedział się o istnieniu śmieci, przekazał stosowne zawiadomienia do organów ścigania oraz powiadomił właściwe służby, to jest Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska czy Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. Sprawę prowadziła też częstochowska prokuratura, od minionego miesiąca jest to natomiast Prokuratura Regionalna w Katowicach.

Również we wrześniu zmieniły się normy prawne dotyczące odpadów. Obecnie na gminie spoczywa znaczna odpowiedzialność za utylizację śmieci. Miasto zwraca jednak uwagę na koszty z tym związane, choćby w przypadku ul. Filomatów. – Jest to szacowane między 60 a 80 mln zł. Wprowadzony w ustawie o odpadach punkt 26a umożliwia pozyskanie tych środków z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska – wyjaśnia Zastępca Prezydenta, zaznaczając, że Częstochowa może uzyskać 25-50 proc. środków na utylizację, co wynika z wielkości gminy. – Nadal jest to kwota 40 do 60 mln zł, których miasto nie posiada na tę chwilę. Jak wiemy, sytuacja finansowa miasta w bieżącym roku jest trudna i w przyszłym roku wcale się nie zapowiada, że będzie lepiej, więc podjęcie działań i wzięcie na siebie wielomilionowych zobowiązań jest trudną decyzją – stwierdził Andrzej Babczyński. Wiceprezydent deklaruje, że władze gminy podejmują działania zapobiegawcze, aby nie doszło do zagrożenia życia czy zdrowia mieszkańców.

Z opinii biegłych wynika, że zgromadzone w Częstochowie substancje są niebezpieczne. Pochodzą z różnych działów produkcji, w tym związanych z przemysłem chemii organicznej, nieorganicznej, przygotowaniem, stosowaniem oraz usuwaniem farb i lakierów; są to też oleje odpadowe i odpady paliw ciekłych, oleje odpadowe hydrauliczne. Według magistratu pierwsze informacje, co zawierają porzucone beczki, pojawiły się 22 października minionego 2018 r.

Kosztem nas wszystkich
Problem różnego rodzaju odpadów zdaniem wicewojewody istniał od czasu wejścia do strefy Schengen, ale Robert Magdziarz zwrócił uwagę na możliwość pokrycia kosztów utylizacji śmieci w różnej formie, w tym umarzanej pożyczki. Pytania, kiedy i kto teraz zapłaci za likwidację nielegalnych składowisk w Częstochowie, pozostają mimo to otwarte. – Firmy-słupy chcą zarobić kosztem ludzi, kosztem gmin, kosztem nas wszystkich, bo przecież czy to są pieniądze rządowe, czy samorządowe, one wszystkie pochodzą z podatków – podsumował wicewojewoda, który w trakcie środowej sesji wyraził nadzieję, że im bardziej nagłaśniana jest sprawa tworzenia nielegalnych składowisk, tym bardziej ten proceder będzie hamowany. Andrzej Szczerba podobnie zauważa, że problem nie dotyczy tylko naszego miasta, ale jest o wiele szerszy i nie wiadomo, ile takich składowisk jest faktycznie na terenie kraju, województwa i Częstochowy. – Możemy się za chwilę dowiedzieć, że tych odpadów będzie dużo więcej – stwierdza.

Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Katowicach za najbardziej niebezpieczne z odkrytych uważa składowiska przy Filomatów i Koksowej, przede wszystkim ze względu na ich wielkość. Pierwsze z nich nie może zostać zinwentaryzowane, bo mogłoby to prowadzić do skażeń. Już obecnie wiadomo, że inne miejsca gromadzenia odpadów istnieją m.in. w Kokawie i Pasiece w gminie Mykanów, w Rudniku Wielkim w Kamienicy Polskiej oraz w Zawierciu. Na terenie województwa śląskiego obecnie ma być znanych służbom ponad 50 miejsc z porzuconymi odpadami.

Krzysztof Rygalik
rygalik@miejska.info.pl
Fot.: Krzysztof Rygalik

Więcej: O chemikaliach i częstochowskim stadionie po wyborach
Więcej: Cztery składowiska niebezpiecznych odpadów w Częstochowie!

 

Miejska TV